Ituś opracowuje i stopniowo spisuje zasady:
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
środa, 16 kwietnia 2014
Ale czad! Ale czat!
Niesamowite postępy w piśmiennictwie pozwalają na korzystanie z kolejnych zdobyczy współczesnego świata! Ale po kolei:
Dziś musiałem zawieźć Mamusię do lekarza. Rano, skoro świt. A do tego tylko na chwilę, bo to bardzo blisko. Uzgodniliśmy z Itusiem, że zostawimy go samego na tę chwilę. Naturalnie na wszelki wypadek zawsze zapewniamy mu kontakt z nami. Do tej pory zostawialiśmy mu jeden z naszych telefonów - dziś chcieliśmy zabrać oba, więc pokazałem mu Google Hangouts i to, jak może do mnie pisać, a jak może zadzwonić. Itusiowi bardzo się to spodobało. Wyszliśmy.
Przez około 10 minut nieobecności dostałem następujące wiadomości:
- kiedypszjedege
- tojuszjestesz
- tatatusgdejestesz
Przez cały ten czas nawet nie zdążył odejść od laptopa, a jak wchodziłem do domu, to uradowany jeszcze pisząc krzyczał:
- Tatuś! Napisałem coś jeszcze do ciebie!
Nauczyłem jeszcze Itusia używać spacji i poszliśmy przygotować śniadanko.
Historia nie kończy się jednak w tym miejscu. Przygotowałem śniadanie, a Ituś przez ten czas rozpakowywał zmywarkę. Telefon od Mamusi, że już mogę po nią przyjechać zastał nas gdzieś w połowie pracy - nałożyłem Itkowi przygotowaną parówkę. Umówiliśmy się, że jak skończy wyjmować naczynia ze zmywarki to sobie zje śniadanko, a ja przez ten czas przywiozę Mamusię.
Po 5 minutach już wracałem z Mamusią w samochodzie. Naturalnie opowiadałem o tym, co Ituś pisał i jak sobie radzi. Pokazałem telefon z otwartym czatem, gdy wpadły kolejne wiadomości:
- nekcocy roszi
- :(
- tokiedy psziedede
Nauka nie poszła w las! Czasem słowa są rodzielone! Duma rodzicielska rozpierała mnie przez chwilę, po czym zabrałem się do meritum, czyli odszyfrowania komunikatów.
Ok... Ostatnie z pewnością jest pytaniem o to, kiedy będziemy na miejscu. Ale odszyfrowanie pierwszego nas przerosło. Nie musieliśmy głowić się długo - pojawiło się przychodzące połączenie wideo.
- No odbierz! - ponaglałem
Mamusia odebrała i usłyszeliśmy i zobaczyliśmy zmartwionego Itusia mówiącego:
- Niechcący rozbiłem talerz...
Mniej więcej 2 minuty później byliśmy już w domu. Jeszcze zanim zabrałem się za sprzątanie, Ituś zameldował:
- Tatuś, chciałem ci napisać, że niechcący rozbiłem talerz, ale na laptopie nie ma 'ł'...
Pokazałem jak sobie z tym radzić i Ituś wskoczył na kolejny poziom. A ja mogłem już spokojnie posprzątać, przygotować śniadanko i zmykać do pracy...
Dziś musiałem zawieźć Mamusię do lekarza. Rano, skoro świt. A do tego tylko na chwilę, bo to bardzo blisko. Uzgodniliśmy z Itusiem, że zostawimy go samego na tę chwilę. Naturalnie na wszelki wypadek zawsze zapewniamy mu kontakt z nami. Do tej pory zostawialiśmy mu jeden z naszych telefonów - dziś chcieliśmy zabrać oba, więc pokazałem mu Google Hangouts i to, jak może do mnie pisać, a jak może zadzwonić. Itusiowi bardzo się to spodobało. Wyszliśmy.
Przez około 10 minut nieobecności dostałem następujące wiadomości:
- kiedypszjedege
- tojuszjestesz
- tatatusgdejestesz
Przez cały ten czas nawet nie zdążył odejść od laptopa, a jak wchodziłem do domu, to uradowany jeszcze pisząc krzyczał:
- Tatuś! Napisałem coś jeszcze do ciebie!
Nauczyłem jeszcze Itusia używać spacji i poszliśmy przygotować śniadanko.
Historia nie kończy się jednak w tym miejscu. Przygotowałem śniadanie, a Ituś przez ten czas rozpakowywał zmywarkę. Telefon od Mamusi, że już mogę po nią przyjechać zastał nas gdzieś w połowie pracy - nałożyłem Itkowi przygotowaną parówkę. Umówiliśmy się, że jak skończy wyjmować naczynia ze zmywarki to sobie zje śniadanko, a ja przez ten czas przywiozę Mamusię.
Po 5 minutach już wracałem z Mamusią w samochodzie. Naturalnie opowiadałem o tym, co Ituś pisał i jak sobie radzi. Pokazałem telefon z otwartym czatem, gdy wpadły kolejne wiadomości:
- nekcocy roszi
- :(
- tokiedy psziedede
Nauka nie poszła w las! Czasem słowa są rodzielone! Duma rodzicielska rozpierała mnie przez chwilę, po czym zabrałem się do meritum, czyli odszyfrowania komunikatów.
Ok... Ostatnie z pewnością jest pytaniem o to, kiedy będziemy na miejscu. Ale odszyfrowanie pierwszego nas przerosło. Nie musieliśmy głowić się długo - pojawiło się przychodzące połączenie wideo.
- No odbierz! - ponaglałem
Mamusia odebrała i usłyszeliśmy i zobaczyliśmy zmartwionego Itusia mówiącego:
- Niechcący rozbiłem talerz...
Mniej więcej 2 minuty później byliśmy już w domu. Jeszcze zanim zabrałem się za sprzątanie, Ituś zameldował:
- Tatuś, chciałem ci napisać, że niechcący rozbiłem talerz, ale na laptopie nie ma 'ł'...
Pokazałem jak sobie z tym radzić i Ituś wskoczył na kolejny poziom. A ja mogłem już spokojnie posprzątać, przygotować śniadanko i zmykać do pracy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

