Dzidzia poszedł spać. Po jakimś czasie słychać ni to popłakiwanie, ni to marudzenie. Pobiegłem do pokoju i zastałem Dzidzię siedzącego w łóżeczku.
- Obudziłeś się? - pytam z troską głaszcząc po główce.
- Nie, Ito pi - odpowiedział Dzidzia stanowczo.
- Dobrze, to śpij - odpowiedziałem nie zważając na fakt, że zeznania niezbyt pasują do okoliczności. W zasadzie przedstawiony opis rzeczywistości pasował mi bardziej, niż sama rzeczywistość, więc tylko położyłem i przykryłem Dzidzię.
- A Tata pi? - usłyszałem pytanie.
- Nie, Tata jeszcze nie śpi. Ale zaraz przyjdę się położyć spać, dobrze?
- Ta. - usłyszałem zdumiony. Zazwyczaj Dzidzia chce, abym się też położył spać, jako i on się kładzie. Ale postanowiłem wykorzystać dyspensę.
Kiedyś, kiedy już to przeczyta i dowie się, że za każdym razem jak szliśmy razem spać ja wychodziłem, gdy tylko Dzidzia zasnął, to nieźle będę się musiał tłumaczyć...
Chociaż nie, nie zawsze. Zdarzało się, że to ja usypiałem a on wychodził. Jesteśmy kwita, Ito.
wtorek, 30 marca 2010
środa, 24 marca 2010
Pacia
Poniedziałkowy poranek zastał nas ponad sto kilometrów od mojego miejsca pracy. Zebraliśmy się wcześnie, o dość przyzwoitej porze wpadłem do mieszkania po torbę i pobiegłem z powrotem do samochodu. Mamusia w tym czasie przesiadła się za kierownicę i ruszyła, jak tylko wsiadłem. Uzgodniliśmy, że podrzuci mnie kawałek na tramwaj, żebym szybciej dotarł do pracy.
- A tu dom... - zauważył nieśmiało Dzidzia.
- Tak - potwierdziłem - ale zawieziecie mnie jeszcze do pracy.
W tym czasie dogoniliśmy autobus, który jedzie prosto na pętlę tramwajową. Zaproponowałem, żebyśmy zatrzymali się na przystanku i przeskoczę do autobusu, żeby Dzidzia z Mamusią mogli pojechać już do domu. Tak zrobiliśmy, trwało to zaledwie chwilę. Wystrzeliłem z auta w kierunku autobusu i tuż przed zamknięciem drzwi dosłyszałem lekko zdziwiony głos z tylnego siedzenia:
- To pacia?...
Hmm... Cóż, później się jakoś z tego wytłumaczę. Oby...
- A tu dom... - zauważył nieśmiało Dzidzia.
- Tak - potwierdziłem - ale zawieziecie mnie jeszcze do pracy.
W tym czasie dogoniliśmy autobus, który jedzie prosto na pętlę tramwajową. Zaproponowałem, żebyśmy zatrzymali się na przystanku i przeskoczę do autobusu, żeby Dzidzia z Mamusią mogli pojechać już do domu. Tak zrobiliśmy, trwało to zaledwie chwilę. Wystrzeliłem z auta w kierunku autobusu i tuż przed zamknięciem drzwi dosłyszałem lekko zdziwiony głos z tylnego siedzenia:
- To pacia?...
Hmm... Cóż, później się jakoś z tego wytłumaczę. Oby...
środa, 17 marca 2010
Nowości liryczne
Efektem ubocznym wizyty I było pojawienie się nowych pozycji w słowniku. A było to tak:
Leżę rano jeszcze mocno niedobudzony i słyszę jak Dzidzia kicha. Poleciało aż na brodę, więc natychmiast pobiegł do I krzycząc: "Atutu! Atutu!". I tak na stałe zagościło "ratunku" w repertuarze. Oczywiście powtarzane wielokrotnie i zawsze z uwielbieniem. Wyjęty z wanny po kąpieli? Atutu! Nie da się gdzieś wejść? Atutu!
Kolejną nowość stanowi "pipapom". Tak, oczywiście, chodzi o pomidora. Naturalnie, że pomidor.
Leżę rano jeszcze mocno niedobudzony i słyszę jak Dzidzia kicha. Poleciało aż na brodę, więc natychmiast pobiegł do I krzycząc: "Atutu! Atutu!". I tak na stałe zagościło "ratunku" w repertuarze. Oczywiście powtarzane wielokrotnie i zawsze z uwielbieniem. Wyjęty z wanny po kąpieli? Atutu! Nie da się gdzieś wejść? Atutu!
Kolejną nowość stanowi "pipapom". Tak, oczywiście, chodzi o pomidora. Naturalnie, że pomidor.
Wizytacja
Na weekend przyjechała I. Oj, sporo się działo. Wraz z Dzidzią chodzili dokoła leżącego na podłodze parasola, "śpiewając" wariację na temat "Chodzi lisek", albo dzwonił goryl zamówić banany... Właśnie. Goryl. Dzidzia przyniósł I telefon, stwierdzając, że to do niej. I licho podkusiło jak zwykle, wygłosiła zatem monolog do goryla:
- Halo? Kto mówi? Goryl? Banany mamy kupić? Ile? TONĘ?? Ok, załatwione.
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" (gdzie "nołu" to nowopoznane słowo oznaczające "znowu"), I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla"....
Tu przerwę relację. Żeby relacja była wierna, należałoby powtórzyć powyższe jeszcze przez około trzy godziny...
Weekend minął, I pojechała, Dzidzia był niepocieszony. Gdy wróciłem z pracy i głodny zasiadłem do stołu zadzwonił... tak, goryl. Banany chciał. Wykręciłem się mówiąc, że nie mogę odebrać, bo jem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - zaproponowałem.
Dzidzia porozmawiał, odłożył słuchawkę, nacisnął guzik na telefonie, telefon zadzwonił, Dzidzia zawołał "Goyl! Nołu!. Natrętny ten goryl... Wiedziałem, co się święci, więc twardo się wykręcałem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - powtórzyłem z pokerową miną.
- Nie, Ito je - wykręcił się przeczuwający co się święci Dzidzia i pobiegł sprawdzić, czy na jego talerzyku nie zostało coś z obiadu.
A ponieważ obiadek jadł ostatnio niechętnie, nawet ucieszyłem się, że goryl dzwonił. Całe szczęście, że wybrałem dobrą wymówkę.
- Halo? Kto mówi? Goryl? Banany mamy kupić? Ile? TONĘ?? Ok, załatwione.
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" (gdzie "nołu" to nowopoznane słowo oznaczające "znowu"), I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla"....
Tu przerwę relację. Żeby relacja była wierna, należałoby powtórzyć powyższe jeszcze przez około trzy godziny...
Weekend minął, I pojechała, Dzidzia był niepocieszony. Gdy wróciłem z pracy i głodny zasiadłem do stołu zadzwonił... tak, goryl. Banany chciał. Wykręciłem się mówiąc, że nie mogę odebrać, bo jem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - zaproponowałem.
Dzidzia porozmawiał, odłożył słuchawkę, nacisnął guzik na telefonie, telefon zadzwonił, Dzidzia zawołał "Goyl! Nołu!. Natrętny ten goryl... Wiedziałem, co się święci, więc twardo się wykręcałem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - powtórzyłem z pokerową miną.
- Nie, Ito je - wykręcił się przeczuwający co się święci Dzidzia i pobiegł sprawdzić, czy na jego talerzyku nie zostało coś z obiadu.
A ponieważ obiadek jadł ostatnio niechętnie, nawet ucieszyłem się, że goryl dzwonił. Całe szczęście, że wybrałem dobrą wymówkę.
wtorek, 9 marca 2010
Tuning laptopa
Dziś laptop został pozbawiony spacji. Pisanie stało się nagle bardzo skomplikowane...
Miał rację wieszcz, pisząc: "Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił..."
Miał rację wieszcz, pisząc: "Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił..."
Postęp w medycynie
Rozwój medycyny jest iście imponujący. Dziś zostałem przebadany z wykorzystaniem kolejnych zdobyczy techniki - Dodo Dzidzia zbadał mi gardło łyżeczką.
poniedziałek, 8 marca 2010
Poranna kawa
Słowo wstępu: Lubię kawę. Pijam ją ze smakiem, ciesząc się tym i celebrując. Dzidzia to podchwycił i wielokrotnie domaga się "kawy" i popija ze swojego kubeczka (wodę lub herbatkę) razem ze mną mówiąc z zachwytem "Kała pycha!".
Pewnego dnia, o zupełnie niechrześcijańskiej porze (między piątą a szóstą rano) usłyszałem słaby, zachrypnięty straszliwie głos:
- Taachrto, chrkała...
Pewnego dnia, o zupełnie niechrześcijańskiej porze (między piątą a szóstą rano) usłyszałem słaby, zachrypnięty straszliwie głos:
- Taachrto, chrkała...
Trudności z zasypianiem
Kłopoty z zasypianiem są u nas rodzinne. Dziś Dzidzia zażądał:
- Dzidzia tu, Dzidzia [ciamk-ciamk], Dzidzia nie a-a-a.
Co w wolnym tłumaczeniu znaczyło, że Dzidzia będzie siedział na sofie, pił mleczko (charakterystyczny odgłos to właśnie oznacza) na siedząco i nie ma zamiaru kłaść się spać. Ok, nie ma problemu, poszedłem przygotować mleczko.
Dzidzia wydudlił całą flaszkę i zameldował dalsze luzy na magazynie, więc przygotowałem jeszcze pół flaszki. Wypił i to, po czym postanowił do mnie podejść i się przytulić. Posiedział u mnie na kolanach chwilę i jednak zdecydował się na powrót na sofę, zaliczając po drodze glebę.
- Słaniasz się już? - spytałem.
- Ta...
- Idziemy spać?
- Ta... - potwierdził ponownie. Zatem wziąłem Dzidzię na ręce, żeby zapobiec kolejnym wzlotom i upadkom (chociaż to nie wzloty mnie tak martwiły) i zaniosłem do pokoju. Dzidzia wszedł do łóżeczka, zdjął buciki układając je równiusieńko przed łóżeczkiem i położył się.
Po około minucie usłyszałem słaby głosik:
- Ito nie a-a-a.
Postanowiłem zignorować. Po następnej minucie padło stanowcze:
- Tato, Ito nie a-a-a!
Zerknąłem kątem oka. Dzidzia siedział w łóżeczku. Postanowiłem zignorować.
Po następnej minucie Dzidzia spał.
- Dzidzia tu, Dzidzia [ciamk-ciamk], Dzidzia nie a-a-a.
Co w wolnym tłumaczeniu znaczyło, że Dzidzia będzie siedział na sofie, pił mleczko (charakterystyczny odgłos to właśnie oznacza) na siedząco i nie ma zamiaru kłaść się spać. Ok, nie ma problemu, poszedłem przygotować mleczko.
Dzidzia wydudlił całą flaszkę i zameldował dalsze luzy na magazynie, więc przygotowałem jeszcze pół flaszki. Wypił i to, po czym postanowił do mnie podejść i się przytulić. Posiedział u mnie na kolanach chwilę i jednak zdecydował się na powrót na sofę, zaliczając po drodze glebę.
- Słaniasz się już? - spytałem.
- Ta...
- Idziemy spać?
- Ta... - potwierdził ponownie. Zatem wziąłem Dzidzię na ręce, żeby zapobiec kolejnym wzlotom i upadkom (chociaż to nie wzloty mnie tak martwiły) i zaniosłem do pokoju. Dzidzia wszedł do łóżeczka, zdjął buciki układając je równiusieńko przed łóżeczkiem i położył się.
Po około minucie usłyszałem słaby głosik:
- Ito nie a-a-a.
Postanowiłem zignorować. Po następnej minucie padło stanowcze:
- Tato, Ito nie a-a-a!
Zerknąłem kątem oka. Dzidzia siedział w łóżeczku. Postanowiłem zignorować.
Po następnej minucie Dzidzia spał.
Siapo!
- Siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!"
- Co on powiedział? - popatrzyłem na Mamusię.
- Nie mam pojęcia... - odpowiedziała równie zdezorientowana Mamusia.
- Co powiedziałeś? - zapytaliśmy chórem.
- Siapo! - wykrzyknął siedzący na schodach Dzidzia, niczym sławne "Eureka!"
- CO?!
- Siapo! - wykrzyknął nie zrażając się tępotą rodzicieli siedzący na schodach Dzidzia. Nadal odkrywczo, niczym sławne "Eureka!"
Olśniło mnie!
- Światło?
- Ta. Siapo!
- Gdzie jest światło? - spytałem, żeby się dowiedzieć co też tak Dzidzię natchnęło.
- Tam! - odparł Dzidzia pokazując na lampę w przedpokoju. Lampę, która była tam od... dawna. I bynajmniej nie była włączona. Postanowiłem wyrazić wątpliwości.
- Nie ma światła. Lampa nie jest włączona.
Dzidzia mylnie odczytał to jako zachętę do włączenia lampy, co uczynił niezwłocznie.
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Co on powiedział? - popatrzyłem na Mamusię.
- Nie mam pojęcia... - odpowiedziała równie zdezorientowana Mamusia.
- Co powiedziałeś? - zapytaliśmy chórem.
- Siapo! - wykrzyknął siedzący na schodach Dzidzia, niczym sławne "Eureka!"
- CO?!
- Siapo! - wykrzyknął nie zrażając się tępotą rodzicieli siedzący na schodach Dzidzia. Nadal odkrywczo, niczym sławne "Eureka!"
Olśniło mnie!
- Światło?
- Ta. Siapo!
- Gdzie jest światło? - spytałem, żeby się dowiedzieć co też tak Dzidzię natchnęło.
- Tam! - odparł Dzidzia pokazując na lampę w przedpokoju. Lampę, która była tam od... dawna. I bynajmniej nie była włączona. Postanowiłem wyrazić wątpliwości.
- Nie ma światła. Lampa nie jest włączona.
Dzidzia mylnie odczytał to jako zachętę do włączenia lampy, co uczynił niezwłocznie.
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
Skojarzenia
Opowiadałem I o tym, jak Dzidzia wspominał ją trzymając kabel od żelazka. Padło pytanie "A I papeń?", na które odpowiedziałem, że tak, I ma zamontować kabel. W odpowiedzi usłyszałem "Dzidzia papeń upi, Dzidza da." - Oj... to Mamusia nie będzie zadowolona - usłyszałem w słuchawce głos I.
- Dlaczego? - zupełnie nie zrozumiałem do której części mojej opowieści odnosi się to stwierdzenie.
- No... jak upitoli ten kabel od żelazka... - wyjaśniła I.
- "Dzidzia (K)UPI", a nie "Dzidzia UPI(TOLI)"!!!
Strach pomyśleć, czego to jeszcze I nauczy Dzidzię...
- Dlaczego? - zupełnie nie zrozumiałem do której części mojej opowieści odnosi się to stwierdzenie.
- No... jak upitoli ten kabel od żelazka... - wyjaśniła I.
- "Dzidzia (K)UPI", a nie "Dzidzia UPI(TOLI)"!!!
Strach pomyśleć, czego to jeszcze I nauczy Dzidzię...
niedziela, 7 marca 2010
Gramy w piłkę?
- Gramy w piłkę?
- Ta.
Pamiętając o wcześniejszych lądowaniach plackiem na podłodze poprosiłem:
- To przynieś kapcie, bo się będziesz ślizgał...
- O-je-ja!... Kacie nie!... - przerwał mi niecierpliwie Dzidzia.
Sądziłem, że dopiero nastolatki uważają wszystko za zrzędzenie...
- Ta.
Pamiętając o wcześniejszych lądowaniach plackiem na podłodze poprosiłem:
- To przynieś kapcie, bo się będziesz ślizgał...
- O-je-ja!... Kacie nie!... - przerwał mi niecierpliwie Dzidzia.
Sądziłem, że dopiero nastolatki uważają wszystko za zrzędzenie...
Łowiecki
Łu-bu-du!! Dzidzia biegając po podłodze w samych rajstopkach poślizgnął się i wylądował z łoskotem. Zanosiło się na koniec świata, sięgnąłem więc po pierwszy z brzegu, stary jak świat sposób na odwrócenie uwagi.
- I co? Jest zając?
Dzidzia zdezorientowany pytaniem, które całkiem nie pasowało do sytuacji zapomniał płakać.
- Złapałeś zająca?
- Nie.
- Tak się rzuciłeś i nie złapałeś? - wyraziłem ubolewanie, że takie poświęcenie poszło na marne. Ale Dzidzia postanowił się nie zrażać:
- Kaka bam? - zaproponował powtórkę z rzucania się na glebę.
I tak na przemian rzucaliśmy się po podłodze wyłapując całą populację zajęcy. Teraz jeszcze muszę przygotować jakąś wiarygodną odpowiedź dla Mamusi, która pewnie się będzie dopytywać jak wróci ze szkoły, dlaczego Dzidzia ma całe kolana posiniaczone... I co powiem? Że żeby nie płakał po tym, jak się przewrócił, to przewracał się jeszcze pięćdziesiąt razy?
- I co? Jest zając?
Dzidzia zdezorientowany pytaniem, które całkiem nie pasowało do sytuacji zapomniał płakać.
- Złapałeś zająca?
- Nie.
- Tak się rzuciłeś i nie złapałeś? - wyraziłem ubolewanie, że takie poświęcenie poszło na marne. Ale Dzidzia postanowił się nie zrażać:
- Kaka bam? - zaproponował powtórkę z rzucania się na glebę.
I tak na przemian rzucaliśmy się po podłodze wyłapując całą populację zajęcy. Teraz jeszcze muszę przygotować jakąś wiarygodną odpowiedź dla Mamusi, która pewnie się będzie dopytywać jak wróci ze szkoły, dlaczego Dzidzia ma całe kolana posiniaczone... I co powiem? Że żeby nie płakał po tym, jak się przewrócił, to przewracał się jeszcze pięćdziesiąt razy?
Poprawność
- Gacie! - krzyknął Dzidzia na widok przygotowanych do ubrania ciuszków.
- To są "majtki", nie "gacie" - próbuje dbać o poprawność Mamusia, naprawiając szkody wyrządzone przez lekkomyślną I - "Gacie" to brzydko. Mówi się "majtki".
- Gacie be-be - konkluduje nieco dwuznacznie Dzidzia. Na co Mamusia sprecyzowała:
- Nie, nie są "be-be". To są czyste gacie...
- To są "majtki", nie "gacie" - próbuje dbać o poprawność Mamusia, naprawiając szkody wyrządzone przez lekkomyślną I - "Gacie" to brzydko. Mówi się "majtki".
- Gacie be-be - konkluduje nieco dwuznacznie Dzidzia. Na co Mamusia sprecyzowała:
- Nie, nie są "be-be". To są czyste gacie...
piątek, 5 marca 2010
Dodo, to niekoniecznie ptak
Bawiąc się z Dzidzią wylądowałem na podłodze. W pewnym momencie Dzidzia stwierdził, że trzeba mnie zbadać. Musiałem usiąść i Dzidzia niby-stetoskopem (nie miał nic w rękach) osłuchał mi plecy. Następnie kazał mi się położyć i podobnie osłuchał klatkę piersiową.
Okazało się, że trzeba przeprowadzić dodatkowe badania specjalistycznym sprzętem. Dzidzia udał się do kuchni po łyżeczkę, podciągnął mi koszulkę i osłuchał mnie ponownie. Zimna łyżeczka to już praktycznie jak prawdziwy stetoskop.
Po kompleksowych badaniach diagnoza i terapia: koniecznie syropek. Dzidzia poszedł do laboratorium (sofa), przygotował miksturę i zaaplikował mi, powtarzając całą procedurę dwukrotnie.
- Będziesz lekarzem, panem Doktorem? - zapytałem niczym namolna ciotka.
- Dzidzia Pam Dodo, ta. - padła deklaracja.
Okazało się, że trzeba przeprowadzić dodatkowe badania specjalistycznym sprzętem. Dzidzia udał się do kuchni po łyżeczkę, podciągnął mi koszulkę i osłuchał mnie ponownie. Zimna łyżeczka to już praktycznie jak prawdziwy stetoskop.
Po kompleksowych badaniach diagnoza i terapia: koniecznie syropek. Dzidzia poszedł do laboratorium (sofa), przygotował miksturę i zaaplikował mi, powtarzając całą procedurę dwukrotnie.
- Będziesz lekarzem, panem Doktorem? - zapytałem niczym namolna ciotka.
- Dzidzia Pam Dodo, ta. - padła deklaracja.
Ubieranie się
Zeszliśmy na dół, gdzie Mamusia przygotowała Dzidzi ubranie. Dzidzia sam zdejmuje piżamkę i oświadcza:
- Dzidzia to, Dzidzia gacie.
Wystarczyła chwila, raz tylko I palnęła "gacie" przy Dzidzi...
- Dzidzia to, Dzidzia gacie.
Wystarczyła chwila, raz tylko I palnęła "gacie" przy Dzidzi...
środa, 3 marca 2010
Płatki śniadaniowe
Jakiś czas temu Dzidzia spróbował płatków kukurydzianych. Dzidzie lubią płatki kukurydziane! Później Mamusia kupiła "Cookie Crisp", które również przypadły Dzidzi do gustu.
Pewnego dnia wracam z pracy i słyszę serdeczne powitanie "Bobi Tata! Dzidzia TO!". Dzidzia wcina Cookie Crisp. Zapytałem, czy dobre.
- Obe! Dzidzia Tati to! - padła odpowiedź, po czym Dzidzia udał się do kuchni, wyciągnął drugą miseczkę i przesypał kilka cookiesów stwierdzając:
- To Tati, to mniam!
Słodziak.
Pewnego dnia wracam z pracy i słyszę serdeczne powitanie "Bobi Tata! Dzidzia TO!". Dzidzia wcina Cookie Crisp. Zapytałem, czy dobre.
- Obe! Dzidzia Tati to! - padła odpowiedź, po czym Dzidzia udał się do kuchni, wyciągnął drugą miseczkę i przesypał kilka cookiesów stwierdzając:
- To Tati, to mniam!
Słodziak.
Dziea
Wybraliśmy się z Dzidzią na spacer do wieży. W zasadzie masztu antenowego, ale... no coż, Mamusi na myśl najpierw przyszła "wieża", natychmiast ochrzczona "dziea" i tak już zostało.
Próbowaliśmy później to nieco skorygować i przekonać Dzidzię, że (wbrew wcześniejszym zeznaniom) jest to "antena". Nie przeszło. Pokazywaliśmy telefon z antenką i tłumaczyliśmy, że "to antena - i to antena". Od tego czasu telefon ma wieżę....
Próbowaliśmy później to nieco skorygować i przekonać Dzidzię, że (wbrew wcześniejszym zeznaniom) jest to "antena". Nie przeszło. Pokazywaliśmy telefon z antenką i tłumaczyliśmy, że "to antena - i to antena". Od tego czasu telefon ma wieżę....
Pan Prezydent powiedział
Próbowałem wczoraj wysłuchać konferencji prasowej Pana Prezydenta. I dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy:
- Pan Prezydent potrafi przytaczać z pamięci liczby
- Pan Prezydent wie, co to są "dane szacunkowe"
- Nie wiem jakich rozmówców ma Pan Prezydent na co dzień, ale dla pewności wyjaśnił, że "dane szacunkowe" są niedokładne i dlaczego tak się dzieje, chociaż
- Pan Prezydent nie do końca wie dlaczego "dane szacunkowe" są niedokładne i myli skutek z przyczyną (twierdząc, że "dane szacunkowe" dotyczące "szarej strefy" nie są dokładne, bo gdyby były, to można by tę "szarą strefę" zlikwidować)
- z resztą Pan Prezydent i tek nie potrzebuje "danych szacunkowych". Najpierw przytoczył, że "szarą strefę" szacuje się na 15-30% PKB, ale Pan Prezydent skłania się ku 15%. Mam tylko nadzieję, że nikt nie przeprowadzał tego całego szacowania specjalnie dla Pana Prezydenta, tylko przy jakiejś innej okazji. I mam nadzieję, że to się jeszcze komuś przyda i praca nie pójdzie na marne...
Niestety, kolejnych rzeczowych wypowiedzi Pana Prezydenta nie wysłuchałem, wybierając film...
- Pan Prezydent potrafi przytaczać z pamięci liczby
- Pan Prezydent wie, co to są "dane szacunkowe"
- Nie wiem jakich rozmówców ma Pan Prezydent na co dzień, ale dla pewności wyjaśnił, że "dane szacunkowe" są niedokładne i dlaczego tak się dzieje, chociaż
- Pan Prezydent nie do końca wie dlaczego "dane szacunkowe" są niedokładne i myli skutek z przyczyną (twierdząc, że "dane szacunkowe" dotyczące "szarej strefy" nie są dokładne, bo gdyby były, to można by tę "szarą strefę" zlikwidować)
- z resztą Pan Prezydent i tek nie potrzebuje "danych szacunkowych". Najpierw przytoczył, że "szarą strefę" szacuje się na 15-30% PKB, ale Pan Prezydent skłania się ku 15%. Mam tylko nadzieję, że nikt nie przeprowadzał tego całego szacowania specjalnie dla Pana Prezydenta, tylko przy jakiejś innej okazji. I mam nadzieję, że to się jeszcze komuś przyda i praca nie pójdzie na marne...
Niestety, kolejnych rzeczowych wypowiedzi Pana Prezydenta nie wysłuchałem, wybierając film...
Subskrybuj:
Posty (Atom)