Dzidzia poszedł spać. Po jakimś czasie słychać ni to popłakiwanie, ni to marudzenie. Pobiegłem do pokoju i zastałem Dzidzię siedzącego w łóżeczku.
- Obudziłeś się? - pytam z troską głaszcząc po główce.
- Nie, Ito pi - odpowiedział Dzidzia stanowczo.
- Dobrze, to śpij - odpowiedziałem nie zważając na fakt, że zeznania niezbyt pasują do okoliczności. W zasadzie przedstawiony opis rzeczywistości pasował mi bardziej, niż sama rzeczywistość, więc tylko położyłem i przykryłem Dzidzię.
- A Tata pi? - usłyszałem pytanie.
- Nie, Tata jeszcze nie śpi. Ale zaraz przyjdę się położyć spać, dobrze?
- Ta. - usłyszałem zdumiony. Zazwyczaj Dzidzia chce, abym się też położył spać, jako i on się kładzie. Ale postanowiłem wykorzystać dyspensę.
Kiedyś, kiedy już to przeczyta i dowie się, że za każdym razem jak szliśmy razem spać ja wychodziłem, gdy tylko Dzidzia zasnął, to nieźle będę się musiał tłumaczyć...
Chociaż nie, nie zawsze. Zdarzało się, że to ja usypiałem a on wychodził. Jesteśmy kwita, Ito.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz