środa, 17 marca 2010

Wizytacja

Na weekend przyjechała I. Oj, sporo się działo. Wraz z Dzidzią chodzili dokoła leżącego na podłodze parasola, "śpiewając" wariację na temat "Chodzi lisek", albo dzwonił goryl zamówić banany... Właśnie. Goryl. Dzidzia przyniósł I telefon, stwierdzając, że to do niej. I licho podkusiło jak zwykle, wygłosiła zatem monolog do goryla:
- Halo? Kto mówi? Goryl? Banany mamy kupić? Ile? TONĘ?? Ok, załatwione.
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" (gdzie "nołu" to nowopoznane słowo oznaczające "znowu"), I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla"....
Tu przerwę relację. Żeby relacja była wierna, należałoby powtórzyć powyższe jeszcze przez około trzy godziny...

Weekend minął, I pojechała, Dzidzia był niepocieszony. Gdy wróciłem z pracy i głodny zasiadłem do stołu zadzwonił... tak, goryl. Banany chciał. Wykręciłem się mówiąc, że nie mogę odebrać, bo jem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - zaproponowałem.
Dzidzia porozmawiał, odłożył słuchawkę, nacisnął guzik na telefonie, telefon zadzwonił, Dzidzia zawołał "Goyl! Nołu!. Natrętny ten goryl... Wiedziałem, co się święci, więc twardo się wykręcałem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - powtórzyłem z pokerową miną.
- Nie, Ito je - wykręcił się przeczuwający co się święci Dzidzia i pobiegł sprawdzić, czy na jego talerzyku nie zostało coś z obiadu.
A ponieważ obiadek jadł ostatnio niechętnie, nawet ucieszyłem się, że goryl dzwonił. Całe szczęście, że wybrałem dobrą wymówkę.

1 komentarz: