piątek, 5 marca 2010

Dodo, to niekoniecznie ptak

Bawiąc się z Dzidzią wylądowałem na podłodze. W pewnym momencie Dzidzia stwierdził, że trzeba mnie zbadać. Musiałem usiąść i Dzidzia niby-stetoskopem (nie miał nic w rękach) osłuchał mi plecy. Następnie kazał mi się położyć i podobnie osłuchał klatkę piersiową.
Okazało się, że trzeba przeprowadzić dodatkowe badania specjalistycznym sprzętem. Dzidzia udał się do kuchni po łyżeczkę, podciągnął mi koszulkę i osłuchał mnie ponownie. Zimna łyżeczka to już praktycznie jak prawdziwy stetoskop.
Po kompleksowych badaniach diagnoza i terapia: koniecznie syropek. Dzidzia poszedł do laboratorium (sofa), przygotował miksturę i zaaplikował mi, powtarzając całą procedurę dwukrotnie.
 - Będziesz lekarzem, panem Doktorem? - zapytałem niczym namolna ciotka.
 - Dzidzia Pam Dodo, ta. - padła deklaracja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz