Wybraliśmy się z Dzidzią na spacer do wieży. W zasadzie masztu antenowego, ale... no coż, Mamusi na myśl najpierw przyszła "wieża", natychmiast ochrzczona "dziea" i tak już zostało.
Próbowaliśmy później to nieco skorygować i przekonać Dzidzię, że (wbrew wcześniejszym zeznaniom) jest to "antena". Nie przeszło. Pokazywaliśmy telefon z antenką i tłumaczyliśmy, że "to antena - i to antena". Od tego czasu telefon ma wieżę....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz