Zimno się zrobiło. Do łask wracają ciepłe ciuchy: płaszcz, szalik, zimowa czapka. Itusiowi Mamusia założyła dziś zimową czapkę.
- A co to? - zapytał Ituś jakby na głowę można było założyć nie wiadomo co.
- Twoja czapka zimowa. Ślicznie wyglądasz - zapewniła Mamusia - musisz koniecznie zobaczyć się w lustrze.
Ituś natychmiast po zapięciu czapeczki zaczął mizdrzyć się przed lustrem. Najwyraźniej Itusiowi się spodobała, bo chwilę później biegał po mieszkaniu i chwalił się wszystkim:
- Mamusia, zobacz jaka ciapa!
- Tatuś, zobacz jaka ciapa!
- Plecaku, zobacz jaka ciapa!
Na moje zdziwione spojrzenie po ostatnim Ituś stwierdził z zadowoleniem:
- Podoba mu się! No!...
czwartek, 21 października 2010
wtorek, 19 października 2010
Wszystko śmierdzi.
Ituś poznał nowe słówko i teraz wszystko śmierdzi.
- Tatuś medzi - poinformował mnie gdy szliśmy zrobić siusiu.
- Ja śmierdzę? - spytałem z niedowierzaniem.
- Tak - odparł Ituś z taką stanowczością, że zaniepokojony opacznie pociągnąłem temat dalej:
- Co mi śmierdzi? Gdzie śmierdzę? - spytałem nadal zszokowany nieco.
- Popahi ci miedzą i budzia miedzi i oki i nosek medzi i zęby... - wyliczał Ituś tak długo, jak długo trwało siusianie po czym pobiegł zadowolony do pokoju.
To ja może już pójdę się wykąpać...
- Tatuś medzi - poinformował mnie gdy szliśmy zrobić siusiu.
- Ja śmierdzę? - spytałem z niedowierzaniem.
- Tak - odparł Ituś z taką stanowczością, że zaniepokojony opacznie pociągnąłem temat dalej:
- Co mi śmierdzi? Gdzie śmierdzę? - spytałem nadal zszokowany nieco.
- Popahi ci miedzą i budzia miedzi i oki i nosek medzi i zęby... - wyliczał Ituś tak długo, jak długo trwało siusianie po czym pobiegł zadowolony do pokoju.
To ja może już pójdę się wykąpać...
Zapowiedź spotkania
Dzwonił Kubuś. W trakcie naszej rozmowy Ituś wlazł na mnie i poznał rozmówcę po głosie. Faktem jest, że spotykamy się dość rzadko. Zdaje się, że Ituś przewiduje, że znowu się spotkamy. Tylko... chyba nieprędko, bo stwierdził:
- Jak znów będę mały, będzie mnie Kuba widział, który łonił.
- Jak znów będę mały, będzie mnie Kuba widział, który łonił.
sobota, 9 października 2010
Ituś, chcesz jaja?
- Ituś, chcesz jaja? - zaproponowała Mamusia.
- Nie! Jaja nie!!
- Ale zjedz, Tatuś zrobił taką dobrą jajecznicę... - spróbowałem wspomóc wysiłki Mamusi.
- Nie! Jaja NIEEEE!!! - wyje Ituś.
- A co chcesz? Chlebek? - nie chce jajecznicy, to nie. Może zje coś innego...
Odpowiedziała mina zapowiadająca burzę z gradobiciem.
- A może jogurcik? - Mamusia próbuje dalej, stawiając jogurt przed Itusiem.
- Jak zjem jaja! - odparł Ituś z zapałem zabierając się do jedzenia.
- Nie! Jaja nie!!
- Ale zjedz, Tatuś zrobił taką dobrą jajecznicę... - spróbowałem wspomóc wysiłki Mamusi.
- Nie! Jaja NIEEEE!!! - wyje Ituś.
- A co chcesz? Chlebek? - nie chce jajecznicy, to nie. Może zje coś innego...
Odpowiedziała mina zapowiadająca burzę z gradobiciem.
- A może jogurcik? - Mamusia próbuje dalej, stawiając jogurt przed Itusiem.
- Jak zjem jaja! - odparł Ituś z zapałem zabierając się do jedzenia.
Tramwaj
Największą frajdą gdy Tatuś odbiera Itusia z przedszkola jest jazda tramwajem. Co prawda tylko jeden przystanek, dosłownie kilkaset metrów, ale stanowi to niesamowitą atrakcję. Ostatnio nie chciało mi się czekać na tramwaj, więc zaproponowałem:
- Ituś, a może przejdziemy się do domku? Zrobimy sobie spacer?
- Nie! Jedziemy handajem! Jak ludzie!
- Ituś, a może przejdziemy się do domku? Zrobimy sobie spacer?
- Nie! Jedziemy handajem! Jak ludzie!
Szukamy Ionki!
Pożegnaliśmy się właśnie z Ionką i odjechaliśmy do domu. Ledwo ruszyliśmy, padło pytanie:
- Uchamy Ionki?
- Ale przecież właśnie byliśmy u Ionki... - wyjaśniłem (a przynajmniej tak mi się wydawało).
- Uchamy Ionki? - nie dawał za wygraną Ituś.
- Nie. Nie szukamy Ionki. Ionka została w domu. - zaprotestowałem.
- Uchamy Ionki? - Ituś dał mi kolejną szansę. Dotarło w końcu do mnie.
- Dobrze, szukamy Ionki...
- Ooooooo... Dzie jest Ionka?... Dzie ta Ionka?...
- Uchamy Ionki?
- Ale przecież właśnie byliśmy u Ionki... - wyjaśniłem (a przynajmniej tak mi się wydawało).
- Uchamy Ionki? - nie dawał za wygraną Ituś.
- Nie. Nie szukamy Ionki. Ionka została w domu. - zaprotestowałem.
- Uchamy Ionki? - Ituś dał mi kolejną szansę. Dotarło w końcu do mnie.
- Dobrze, szukamy Ionki...
- Ooooooo... Dzie jest Ionka?... Dzie ta Ionka?...
poniedziałek, 27 września 2010
Negocjacje
- Itus nie cie do Ikei... Ituś nie cie do Ikei...
- A chcesz hotdoga? - zapytała Mamusia
- Ituś lubi hotdogi. Ituś cie do Ikei!
- A chcesz hotdoga? - zapytała Mamusia
- Ituś lubi hotdogi. Ituś cie do Ikei!
Wyjazd do Baci
Babcia, nieco przerażona ekspresją Itusia i wizją nadchodzącej zagłady (tydzień z Itusiem) dostała zadanie - założyć mu pampersa na drogę. Ituś tradycyjnie - usiłuje spieprzyć z kanapy. Bacia, z niczym nie uzasadnioną nadzieją w głosie:
- Itulku, będziesz grzczny jak przyjedziesz do babci?...
Ituś (z charakterystycznym krzywym uśmieszkiem i radosnym rechocikiem:
- Będę broił!
- Itulku, będziesz grzczny jak przyjedziesz do babci?...
Ituś (z charakterystycznym krzywym uśmieszkiem i radosnym rechocikiem:
- Będę broił!
Odjazd!
Przygotowania do odjazdu. Dziadziuś zajęty samochodem, Ituś kombinuje: "Co by tu...". Usiłuje zatrzasnąć od środka drzwi od samochodu, co nie jest dobrym pomysłem - bo kluczyki w środku. Interweniuje Bacia:
- Itulku. nie wolno. Zatrzaśniesz samochód i co będzie????...
Ituś po krótkim namyśle ze śmiertelną powagą:
-Będzie problem!
- Itulku. nie wolno. Zatrzaśniesz samochód i co będzie????...
Ituś po krótkim namyśle ze śmiertelną powagą:
-Będzie problem!
wtorek, 21 września 2010
Literki
- A to "T" jak Tatuś! - wykrzyknął Ituś znajdując literkę "T" na kartonie.
- Tak! Świetnie! - pochwaliłem zadowolony.
- A to? - spytał Ituś pokazując "M"
- "M" jak Mama - odpowiedziałem.
- Nie.... Dzieci mają mamę... - westchnął Ituś.
Patrzyłem tępym wzrokiem najwyraźniej, bo postanowił dodać:
- My mamy Mamusię...
"No przecież!" wykrzyknąłem w myślach i palnąłem się mentalnie w czółko.
- Tak! Świetnie! - pochwaliłem zadowolony.
- A to? - spytał Ituś pokazując "M"
- "M" jak Mama - odpowiedziałem.
- Nie.... Dzieci mają mamę... - westchnął Ituś.
Patrzyłem tępym wzrokiem najwyraźniej, bo postanowił dodać:
- My mamy Mamusię...
"No przecież!" wykrzyknąłem w myślach i palnąłem się mentalnie w czółko.
poniedziałek, 20 września 2010
Lizaczek a mądrości życiowe
Ituś dostał lizaka od Mamusi. Lizał zadowolony, aż w pewnym momencie przyszedł i zapytał:
- A co jest w środku?
- Jak będziesz lizał, to lizaczek będzie coraz mniejszy, aż zobaczysz, co jest w środku. - odpowiedziałem
- A otłozić? - nie dawał za wygraną Ituś.
Próbowałem wytłumaczyć, że nie da się go otworzyć, ale jak będzie powoli jadł (lizał) to zobaczy.
Po chwili Ituś zaczął gryźć lizaka. Bardzo nam się to nie podobało, więc kilkukrotnie napominaliśmy Itusia i prosiliśmy, żeby tego nie robił. Niedługo później Mamusia wracając z łazienki zwróciła uwagę na charakterystyczny odgłos dochodzący zza zamkniętych drzwi sąsiedniego pokoju.
- Gryzie. Schował się przed nami i gryzie. - poinformowała mnie o odkryciu Mamusia.
Weszliśmy do pokoju i zastaliśmy Itusia z rozgryzionym na pół lizaczkiem w jednej ręce. Drugą w tym czasie zbierał kawałki drugiej połowy z podłogi pakując je do buzi. Na nasz widok stwierdził:
- Nic nie ma w środku! - z lekkim rozczarowaniem na twarzy.
Ciekawość wzięła górę. Ok, ale już zaspokojona. Awantury robić nie będziemy, ale zakaz trzeba nadal egzekwować. Tłumaczyłem zatem, że nie można gryźć lizaczka, ale do porozumienia nie doszliśmy. W związku z tym zarekwirowałem pozostałą część i odłożyłem do filiżanki wyjaśniając, że nie dostanie lizaczka, jeśli chce gryźć.
- A Tatuś abrał liziaćka! - poskarżył się Ituś Mamusi.
Mamusia wyjaśniła moje stanowisko. Zapytała, czy Ituś rozumie i czy będzie gryzł lizaczka.
- Tam się schowam! - oświadczył Ituś.
I pomimo, że tłumaczyliśmy mu, że nie chodzi o to żebyśmy tego nie widzieli, tylko żeby nie gryzł, wiadomo było, że Ituś odkrył jedną z prawd życiowych. Kara spotyka człowieka nie wtedy, gdy robi coś wbrew zakazom. Kara spotyka człowieka wtedy, gdy zostanie na tym przyłapany...
Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że doszliśmy do porozumienia i Ituś dokończył lizaczka przy nas już nie gryząc. Ale mina mówiła sama za siebie...
- A co jest w środku?
- Jak będziesz lizał, to lizaczek będzie coraz mniejszy, aż zobaczysz, co jest w środku. - odpowiedziałem
- A otłozić? - nie dawał za wygraną Ituś.
Próbowałem wytłumaczyć, że nie da się go otworzyć, ale jak będzie powoli jadł (lizał) to zobaczy.
Po chwili Ituś zaczął gryźć lizaka. Bardzo nam się to nie podobało, więc kilkukrotnie napominaliśmy Itusia i prosiliśmy, żeby tego nie robił. Niedługo później Mamusia wracając z łazienki zwróciła uwagę na charakterystyczny odgłos dochodzący zza zamkniętych drzwi sąsiedniego pokoju.
- Gryzie. Schował się przed nami i gryzie. - poinformowała mnie o odkryciu Mamusia.
Weszliśmy do pokoju i zastaliśmy Itusia z rozgryzionym na pół lizaczkiem w jednej ręce. Drugą w tym czasie zbierał kawałki drugiej połowy z podłogi pakując je do buzi. Na nasz widok stwierdził:
- Nic nie ma w środku! - z lekkim rozczarowaniem na twarzy.
Ciekawość wzięła górę. Ok, ale już zaspokojona. Awantury robić nie będziemy, ale zakaz trzeba nadal egzekwować. Tłumaczyłem zatem, że nie można gryźć lizaczka, ale do porozumienia nie doszliśmy. W związku z tym zarekwirowałem pozostałą część i odłożyłem do filiżanki wyjaśniając, że nie dostanie lizaczka, jeśli chce gryźć.
- A Tatuś abrał liziaćka! - poskarżył się Ituś Mamusi.
Mamusia wyjaśniła moje stanowisko. Zapytała, czy Ituś rozumie i czy będzie gryzł lizaczka.
- Tam się schowam! - oświadczył Ituś.
I pomimo, że tłumaczyliśmy mu, że nie chodzi o to żebyśmy tego nie widzieli, tylko żeby nie gryzł, wiadomo było, że Ituś odkrył jedną z prawd życiowych. Kara spotyka człowieka nie wtedy, gdy robi coś wbrew zakazom. Kara spotyka człowieka wtedy, gdy zostanie na tym przyłapany...
Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że doszliśmy do porozumienia i Ituś dokończył lizaczka przy nas już nie gryząc. Ale mina mówiła sama za siebie...
wtorek, 14 września 2010
No i nauczyłem...
- Pada desc, pada desc, paaa-daaa desc! - śpiewa Ituś wesoło. Śpiewa raz... Śpiewa drugi... I kolejny... Musi: podoba mu się. A mnie raz podkusiło i zanuciłem sobie coś mamrocząc pod nosem deko zniecierpliwiony... Raz oczywiście wystarczyło, żebym na-ten-tychmiast usłyszał pełne wigoru:
- Bangladesz, Bangladesz, Baaan-glaaa-desz!...
No i nauczyłem...
- Bangladesz, Bangladesz, Baaan-glaaa-desz!...
No i nauczyłem...
poniedziałek, 13 września 2010
Jak klikać myszką bez myszki?
Rozwiązanie tego problemu znalazłem tu:
http://social.msdn.microsoft.com/Forums/en-US/Vsexpressvb/thread/d4d99ad3-4cb2-423d-9f9d-18df47c7d164
Co wraz z innym postem pozwalającym na monitorowanie pozycji kursora i wyświetlanie jej w opisie okna dało taki rezultat:
Imports System.Runtime.InteropServices
Public Class Form1
_
Private Shared Function SendInput( _
ByVal cInputs As Integer, _
ByVal pInputs() As INPUT, _
ByVal cbSize As Integer) As Integer
End Function
_
Shared Function SendMessage(ByVal hWnd As IntPtr, ByVal Msg As Integer, ByVal wParam As Integer, ByRef lParam As IntPtr) As IntPtr
End Function
_
Shared Function WindowFromPoint(ByVal pnt As Point) As IntPtr
End Function
Private Structure INPUT
Public dwType As Integer
Public mi As MOUSEINPUT
End Structure
_
Private Structure MOUSEINPUT
Public dx As Integer
Public dy As Integer
Public mouseData As UInteger
Public dwFlags As UInteger
Public time As UInteger
Public dwExtraInfo As IntPtr
End Structure
Private Structure MSLLHOOKSTRUCT
Public pt As Point
Public mouseData As Int32
Public flags As Int32
Public time As Int32
Public extra As IntPtr
End Structure
Const INPUT_MOUSE As Integer = 0
Const MOUSEEVENTF_LEFTDOWN As Integer = &H2
Const MOUSEEVENTF_LEFTUP As Integer = &H4
Const MOUSEEVENTF_MIDDLEDOWN As Integer = &H20
Const MOUSEEVENTF_MIDDLEUP As Integer = &H40
Const MOUSEEVENTF_MOVE As Integer = &H1
Const MOUSEEVENTF_ABSOLUTE As Integer = &H8000
Const MOUSEEVENTF_RIGHTDOWN As Integer = &H8
Const MOUSEEVENTF_RIGHTUP As Integer = &H10
Private _mouseHook As IntPtr
Private Const WH_MOUSE_LL As Int32 = 14
Private Delegate Function CallBack(ByVal nCode As Int32, ByVal wParam As IntPtr, ByRef lParam As MSLLHOOKSTRUCT) As Int32
Private _mouseProc As CallBack
Private Declare Function SetWindowsHookExW Lib "user32.dll" (ByVal idHook As Int32, ByVal HookProc As CallBack, ByVal hInstance As IntPtr, ByVal wParam As Int32) As IntPtr
Private Declare Function UnhookWindowsHookEx Lib "user32.dll" (ByVal hook As IntPtr) As Boolean
Private Declare Function CallNextHookEx Lib "user32.dll" (ByVal idHook As Int32, ByVal nCode As Int32, ByVal wParam As IntPtr, ByRef lParam As MSLLHOOKSTRUCT) As Int32
Private Declare Function GetCurrentThreadId Lib "kernel32.dll" () As Integer
Private Declare Function GetModuleHandleW Lib "kernel32.dll" (ByVal fakezero As IntPtr) As IntPtr
Public Function InstallHook() As Boolean
If _mouseHook = IntPtr.Zero Then
_mouseProc = New CallBack(AddressOf MouseHookProc)
_mouseHook = SetWindowsHookExW(WH_MOUSE_LL, _mouseProc, GetModuleHandleW(IntPtr.Zero), 0)
End If
Return _mouseHook <> IntPtr.Zero
End Function
Public Sub RemoveHook()
If _mouseHook = IntPtr.Zero Then Return
UnhookWindowsHookEx(_mouseHook)
_mouseHook = IntPtr.Zero
End Sub
Private Shared Function MouseHookProc(ByVal nCode As Int32, ByVal wParam As IntPtr, ByRef lParam As MSLLHOOKSTRUCT) As Int32
Debug.Print("Message = {0}, x={1}, y={2}", wParam.ToInt32, lParam.pt.X, lParam.pt.Y)
' Get the current cursor coordinate
Form1.Text = "Current Point: " & lParam.pt.X & " " & lParam.pt.Y
Return CallNextHookEx(WH_MOUSE_LL, nCode, wParam, lParam)
End Function
Private Sub Form1_FormClosed(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.Windows.Forms.FormClosedEventArgs) Handles MyBase.FormClosed
RemoveHook()
End Sub
Private Sub Form1_Load(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles MyBase.Load
InstallHook()
'Timer1.Enabled = True
HotKeyCheckTimer.Enabled = True
ClickTimer.Interval = 5000
End Sub
Private Sub Timer1_Tick(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles ClickTimer.Tick
Dim inputs(2) As INPUT
For i As Integer = 0 To inputs.Length - 1
inputs(i).dwType = INPUT_MOUSE
Next
' First move the mouse...
inputs(0).mi.dwFlags = MOUSEEVENTF_MOVE Or MOUSEEVENTF_ABSOLUTE
' Get the start button location.
Dim newMousePosition As New System.Drawing.Point
Dim oldMousePosition As New System.Drawing.Point
' remember current pos
newMousePosition.X = TB_X.Text
newMousePosition.Y = TB_Y.Text
' We'll move it with the api. This ensures it happens with the other mouse input
' The api uses weird co-ordinates. translate and set.
inputs(0).mi.dx = CInt(newMousePosition.X * (65535 / Screen.PrimaryScreen.Bounds.Width))
inputs(0).mi.dy = CInt(newMousePosition.Y * (65535 / Screen.PrimaryScreen.Bounds.Height))
' Then send the buttons.
inputs(1).mi.dwFlags = MOUSEEVENTF_LEFTDOWN
inputs(2).mi.dwFlags = MOUSEEVENTF_LEFTUP
Dim cbSize As Integer = Marshal.SizeOf(inputs(0))
Dim result As Integer = SendInput(inputs.Length, inputs, cbSize)
If result = 0 Then
Throw New System.ComponentModel.Win32Exception
End If
TB_X.Text = TB_X.Text + 10
TB_Y.Text = TB_Y.Text + 10
End Sub
Private Sub Button2_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles Button2.Click
ClickTimer.Stop()
End Sub
Private Sub Button1_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles Button1.Click
ClickTimer.Start()
End Sub
Private Sub Button3_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles Button3.Click
TextBox1.Text = TextBox1.Text + 1
End Sub
Private Sub B_SetInterval_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles B_SetInterval.Click
ClickTimer.Interval = TB_TimerInterval.Text
End Sub
Private Sub HotKeyCheckTimer_Tick(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles HotKeyCheckTimer.Tick
Dim hotkey As Boolean
hotkey = GetAsyncKeyState(Keys.F1)
Dim hotkey1 As Boolean
hotkey1 = GetAsyncKeyState(Keys.F2)
If hotkey = True Then
ClickTimer.Start()
TB_Status.BackColor = Color.Green
End If
If hotkey1 = True Then
ClickTimer.Stop()
TB_Status.BackColor = Color.Red
End If
End Sub
Private Declare Function GetAsyncKeyState Lib "user32" (ByVal vkey As Long) As Integer
End Class
http://social.msdn.microsoft.com/Forums/en-US/Vsexpressvb/thread/d4d99ad3-4cb2-423d-9f9d-18df47c7d164
Co wraz z innym postem pozwalającym na monitorowanie pozycji kursora i wyświetlanie jej w opisie okna dało taki rezultat:
Imports System.Runtime.InteropServices
Public Class Form1
Private Shared Function SendInput( _
ByVal cInputs As Integer, _
ByVal pInputs() As INPUT, _
ByVal cbSize As Integer) As Integer
End Function
Shared Function SendMessage(ByVal hWnd As IntPtr, ByVal Msg As Integer, ByVal wParam As Integer, ByRef lParam As IntPtr) As IntPtr
End Function
Shared Function WindowFromPoint(ByVal pnt As Point) As IntPtr
End Function
Private Structure INPUT
Public dwType As Integer
Public mi As MOUSEINPUT
End Structure
Private Structure MOUSEINPUT
Public dx As Integer
Public dy As Integer
Public mouseData As UInteger
Public dwFlags As UInteger
Public time As UInteger
Public dwExtraInfo As IntPtr
End Structure
Private Structure MSLLHOOKSTRUCT
Public pt As Point
Public mouseData As Int32
Public flags As Int32
Public time As Int32
Public extra As IntPtr
End Structure
Const INPUT_MOUSE As Integer = 0
Const MOUSEEVENTF_LEFTDOWN As Integer = &H2
Const MOUSEEVENTF_LEFTUP As Integer = &H4
Const MOUSEEVENTF_MIDDLEDOWN As Integer = &H20
Const MOUSEEVENTF_MIDDLEUP As Integer = &H40
Const MOUSEEVENTF_MOVE As Integer = &H1
Const MOUSEEVENTF_ABSOLUTE As Integer = &H8000
Const MOUSEEVENTF_RIGHTDOWN As Integer = &H8
Const MOUSEEVENTF_RIGHTUP As Integer = &H10
Private _mouseHook As IntPtr
Private Const WH_MOUSE_LL As Int32 = 14
Private Delegate Function CallBack(ByVal nCode As Int32, ByVal wParam As IntPtr, ByRef lParam As MSLLHOOKSTRUCT) As Int32
Private Declare Function SetWindowsHookExW Lib "user32.dll" (ByVal idHook As Int32, ByVal HookProc As CallBack, ByVal hInstance As IntPtr, ByVal wParam As Int32) As IntPtr
Private Declare Function UnhookWindowsHookEx Lib "user32.dll" (ByVal hook As IntPtr) As Boolean
Private Declare Function CallNextHookEx Lib "user32.dll" (ByVal idHook As Int32, ByVal nCode As Int32, ByVal wParam As IntPtr, ByRef lParam As MSLLHOOKSTRUCT) As Int32
Private Declare Function GetCurrentThreadId Lib "kernel32.dll" () As Integer
Private Declare Function GetModuleHandleW Lib "kernel32.dll" (ByVal fakezero As IntPtr) As IntPtr
Public Function InstallHook() As Boolean
If _mouseHook = IntPtr.Zero Then
_mouseProc = New CallBack(AddressOf MouseHookProc)
_mouseHook = SetWindowsHookExW(WH_MOUSE_LL, _mouseProc, GetModuleHandleW(IntPtr.Zero), 0)
End If
Return _mouseHook <> IntPtr.Zero
End Function
Public Sub RemoveHook()
If _mouseHook = IntPtr.Zero Then Return
UnhookWindowsHookEx(_mouseHook)
_mouseHook = IntPtr.Zero
End Sub
Private Shared Function MouseHookProc(ByVal nCode As Int32, ByVal wParam As IntPtr, ByRef lParam As MSLLHOOKSTRUCT) As Int32
Debug.Print("Message = {0}, x={1}, y={2}", wParam.ToInt32, lParam.pt.X, lParam.pt.Y)
' Get the current cursor coordinate
Form1.Text = "Current Point: " & lParam.pt.X & " " & lParam.pt.Y
Return CallNextHookEx(WH_MOUSE_LL, nCode, wParam, lParam)
End Function
Private Sub Form1_FormClosed(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.Windows.Forms.FormClosedEventArgs) Handles MyBase.FormClosed
RemoveHook()
End Sub
Private Sub Form1_Load(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles MyBase.Load
InstallHook()
'Timer1.Enabled = True
HotKeyCheckTimer.Enabled = True
ClickTimer.Interval = 5000
End Sub
Private Sub Timer1_Tick(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles ClickTimer.Tick
Dim inputs(2) As INPUT
For i As Integer = 0 To inputs.Length - 1
inputs(i).dwType = INPUT_MOUSE
Next
' First move the mouse...
inputs(0).mi.dwFlags = MOUSEEVENTF_MOVE Or MOUSEEVENTF_ABSOLUTE
' Get the start button location.
Dim newMousePosition As New System.Drawing.Point
Dim oldMousePosition As New System.Drawing.Point
' remember current pos
newMousePosition.X = TB_X.Text
newMousePosition.Y = TB_Y.Text
' We'll move it with the api. This ensures it happens with the other mouse input
' The api uses weird co-ordinates. translate and set.
inputs(0).mi.dx = CInt(newMousePosition.X * (65535 / Screen.PrimaryScreen.Bounds.Width))
inputs(0).mi.dy = CInt(newMousePosition.Y * (65535 / Screen.PrimaryScreen.Bounds.Height))
' Then send the buttons.
inputs(1).mi.dwFlags = MOUSEEVENTF_LEFTDOWN
inputs(2).mi.dwFlags = MOUSEEVENTF_LEFTUP
Dim cbSize As Integer = Marshal.SizeOf(inputs(0))
Dim result As Integer = SendInput(inputs.Length, inputs, cbSize)
If result = 0 Then
Throw New System.ComponentModel.Win32Exception
End If
TB_X.Text = TB_X.Text + 10
TB_Y.Text = TB_Y.Text + 10
End Sub
Private Sub Button2_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles Button2.Click
ClickTimer.Stop()
End Sub
Private Sub Button1_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles Button1.Click
ClickTimer.Start()
End Sub
Private Sub Button3_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles Button3.Click
TextBox1.Text = TextBox1.Text + 1
End Sub
Private Sub B_SetInterval_Click(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles B_SetInterval.Click
ClickTimer.Interval = TB_TimerInterval.Text
End Sub
Private Sub HotKeyCheckTimer_Tick(ByVal sender As System.Object, ByVal e As System.EventArgs) Handles HotKeyCheckTimer.Tick
Dim hotkey As Boolean
hotkey = GetAsyncKeyState(Keys.F1)
Dim hotkey1 As Boolean
hotkey1 = GetAsyncKeyState(Keys.F2)
If hotkey = True Then
ClickTimer.Start()
TB_Status.BackColor = Color.Green
End If
If hotkey1 = True Then
ClickTimer.Stop()
TB_Status.BackColor = Color.Red
End If
End Sub
Private Declare Function GetAsyncKeyState Lib "user32" (ByVal vkey As Long) As Integer
End Class
środa, 7 lipca 2010
Najlepszy Wnuczek Na Świecie
Co mówi Najlepszy Wnuczek Na Świecie?
- Dziadziuś choć, piło kecia. - powiedział Ituś łapiąc Dziadziusia za rękę.
- Dziadziuś choć, piło kecia. - powiedział Ituś łapiąc Dziadziusia za rękę.
Znowu zostałem sam...
Znowu na pewien czas zostałem sam w domu. Ituś z Mamusią jadą do Baci i Dziadziusia, mnie czeka służbowy wyjazd, zobaczymy się dopiero za jakiś czas. Rano, przed wyjściem, o wszystkim powiedzieliśmy - Ituś wszystko rozumie. Tylko trzeba mu wszystko bez ściemy powiedzieć. Ituś, wysłuchawszy wszystiego:
- Tatuś, ale bez budziaka nie idź!
Po czym dostałem rzeczonego buziaka i wyszedłem z domu odprowadzany przez Itusia i Mamusię.
- Pa, uważaj na siebie - powiedziała Mamusia.
- Pa, waziaj siebie - powtórzyło... echo?
- Tatuś, ale bez budziaka nie idź!
Po czym dostałem rzeczonego buziaka i wyszedłem z domu odprowadzany przez Itusia i Mamusię.
- Pa, uważaj na siebie - powiedziała Mamusia.
- Pa, waziaj siebie - powtórzyło... echo?
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Posie, posie!
- Posie, posie! - powiedział podekscytowany Dzidzia niosąc Tatusiowi kawałek podartego drobno papieru toaletowego. Niestety, po drodze, tuż zanim Dzidzia dotarł do mnie, papierek gdzieś upadł.
- Oooojjjj, nie posie... - powiedział rozczarowany Dzidzia nie niosąc już Tatusiowi kawałka podartego drobno papieru toaletowego.
- Oooojjjj, nie posie... - powiedział rozczarowany Dzidzia nie niosąc już Tatusiowi kawałka podartego drobno papieru toaletowego.
czwartek, 20 maja 2010
Czego się nie robi dla Mamy...
- A Mamusia ma to? - pyta Ito siusiając.
- Nie, Mamusia nie ma siusiaka.
- Ito kupi, Ito kupi!
- Nie, Mamusia nie ma siusiaka.
- Ito kupi, Ito kupi!
czwartek, 15 kwietnia 2010
Lizak
Dzidzia podsłuchując regularnie Mamusię powtarza różne słowa - czasem po polsku, czasem niekoniecznie. Czasem, na określenie czegoś, łatwiejsze jest niemieckie słowo, niż jego polski odpowiednik. I czasem takie słówko wchodzi do użytku naszego codziennego. I czasem osoby postronne coś rozumieją. A czasem nie...
- Dziadzia, loli! - krzyczał Ito. Dziadzia po wysłuchaniu kilkukrotnej prośby pyta się, wykazując całkowity brak zrozumienia:
- Do jakiej cioci Joli on chce?...
- Dziadzia, loli! - krzyczał Ito. Dziadzia po wysłuchaniu kilkukrotnej prośby pyta się, wykazując całkowity brak zrozumienia:
- Do jakiej cioci Joli on chce?...
A-pam-tua!
Przyjechała I. Tłumaczy Dzidzi, co to jest awantura. Dzidzi się spodobało i tak zaczęli się bawić.
- A-pam-tua? - pyta Ito.
- Chcesz awanturę?
- Tak! - cieszy się Ito niczym na wieść, że Mikołaj przyjdzie już w kwietniu.
- BĘDĘ KRZYCZEĆ! ITO TAM, SIEDZIEĆ I PŁAKAĆ, A JA BĘDĘ KRZYCZEĆ!!! - wydziera się I. Ito z hihotem ucieka i krzyczy "A-pam-tua! A-pam-tua!".
I tak przez kolejne długie minuty w domu trwała "zabawa w awanturę", która kończyła się niezmiennie pytaniem:
- A-pam-tua?
- A-pam-tua? - pyta Ito.
- Chcesz awanturę?
- Tak! - cieszy się Ito niczym na wieść, że Mikołaj przyjdzie już w kwietniu.
- BĘDĘ KRZYCZEĆ! ITO TAM, SIEDZIEĆ I PŁAKAĆ, A JA BĘDĘ KRZYCZEĆ!!! - wydziera się I. Ito z hihotem ucieka i krzyczy "A-pam-tua! A-pam-tua!".
I tak przez kolejne długie minuty w domu trwała "zabawa w awanturę", która kończyła się niezmiennie pytaniem:
- A-pam-tua?
wtorek, 30 marca 2010
Dialog nocny
Dzidzia poszedł spać. Po jakimś czasie słychać ni to popłakiwanie, ni to marudzenie. Pobiegłem do pokoju i zastałem Dzidzię siedzącego w łóżeczku.
- Obudziłeś się? - pytam z troską głaszcząc po główce.
- Nie, Ito pi - odpowiedział Dzidzia stanowczo.
- Dobrze, to śpij - odpowiedziałem nie zważając na fakt, że zeznania niezbyt pasują do okoliczności. W zasadzie przedstawiony opis rzeczywistości pasował mi bardziej, niż sama rzeczywistość, więc tylko położyłem i przykryłem Dzidzię.
- A Tata pi? - usłyszałem pytanie.
- Nie, Tata jeszcze nie śpi. Ale zaraz przyjdę się położyć spać, dobrze?
- Ta. - usłyszałem zdumiony. Zazwyczaj Dzidzia chce, abym się też położył spać, jako i on się kładzie. Ale postanowiłem wykorzystać dyspensę.
Kiedyś, kiedy już to przeczyta i dowie się, że za każdym razem jak szliśmy razem spać ja wychodziłem, gdy tylko Dzidzia zasnął, to nieźle będę się musiał tłumaczyć...
Chociaż nie, nie zawsze. Zdarzało się, że to ja usypiałem a on wychodził. Jesteśmy kwita, Ito.
- Obudziłeś się? - pytam z troską głaszcząc po główce.
- Nie, Ito pi - odpowiedział Dzidzia stanowczo.
- Dobrze, to śpij - odpowiedziałem nie zważając na fakt, że zeznania niezbyt pasują do okoliczności. W zasadzie przedstawiony opis rzeczywistości pasował mi bardziej, niż sama rzeczywistość, więc tylko położyłem i przykryłem Dzidzię.
- A Tata pi? - usłyszałem pytanie.
- Nie, Tata jeszcze nie śpi. Ale zaraz przyjdę się położyć spać, dobrze?
- Ta. - usłyszałem zdumiony. Zazwyczaj Dzidzia chce, abym się też położył spać, jako i on się kładzie. Ale postanowiłem wykorzystać dyspensę.
Kiedyś, kiedy już to przeczyta i dowie się, że za każdym razem jak szliśmy razem spać ja wychodziłem, gdy tylko Dzidzia zasnął, to nieźle będę się musiał tłumaczyć...
Chociaż nie, nie zawsze. Zdarzało się, że to ja usypiałem a on wychodził. Jesteśmy kwita, Ito.
środa, 24 marca 2010
Pacia
Poniedziałkowy poranek zastał nas ponad sto kilometrów od mojego miejsca pracy. Zebraliśmy się wcześnie, o dość przyzwoitej porze wpadłem do mieszkania po torbę i pobiegłem z powrotem do samochodu. Mamusia w tym czasie przesiadła się za kierownicę i ruszyła, jak tylko wsiadłem. Uzgodniliśmy, że podrzuci mnie kawałek na tramwaj, żebym szybciej dotarł do pracy.
- A tu dom... - zauważył nieśmiało Dzidzia.
- Tak - potwierdziłem - ale zawieziecie mnie jeszcze do pracy.
W tym czasie dogoniliśmy autobus, który jedzie prosto na pętlę tramwajową. Zaproponowałem, żebyśmy zatrzymali się na przystanku i przeskoczę do autobusu, żeby Dzidzia z Mamusią mogli pojechać już do domu. Tak zrobiliśmy, trwało to zaledwie chwilę. Wystrzeliłem z auta w kierunku autobusu i tuż przed zamknięciem drzwi dosłyszałem lekko zdziwiony głos z tylnego siedzenia:
- To pacia?...
Hmm... Cóż, później się jakoś z tego wytłumaczę. Oby...
- A tu dom... - zauważył nieśmiało Dzidzia.
- Tak - potwierdziłem - ale zawieziecie mnie jeszcze do pracy.
W tym czasie dogoniliśmy autobus, który jedzie prosto na pętlę tramwajową. Zaproponowałem, żebyśmy zatrzymali się na przystanku i przeskoczę do autobusu, żeby Dzidzia z Mamusią mogli pojechać już do domu. Tak zrobiliśmy, trwało to zaledwie chwilę. Wystrzeliłem z auta w kierunku autobusu i tuż przed zamknięciem drzwi dosłyszałem lekko zdziwiony głos z tylnego siedzenia:
- To pacia?...
Hmm... Cóż, później się jakoś z tego wytłumaczę. Oby...
środa, 17 marca 2010
Nowości liryczne
Efektem ubocznym wizyty I było pojawienie się nowych pozycji w słowniku. A było to tak:
Leżę rano jeszcze mocno niedobudzony i słyszę jak Dzidzia kicha. Poleciało aż na brodę, więc natychmiast pobiegł do I krzycząc: "Atutu! Atutu!". I tak na stałe zagościło "ratunku" w repertuarze. Oczywiście powtarzane wielokrotnie i zawsze z uwielbieniem. Wyjęty z wanny po kąpieli? Atutu! Nie da się gdzieś wejść? Atutu!
Kolejną nowość stanowi "pipapom". Tak, oczywiście, chodzi o pomidora. Naturalnie, że pomidor.
Leżę rano jeszcze mocno niedobudzony i słyszę jak Dzidzia kicha. Poleciało aż na brodę, więc natychmiast pobiegł do I krzycząc: "Atutu! Atutu!". I tak na stałe zagościło "ratunku" w repertuarze. Oczywiście powtarzane wielokrotnie i zawsze z uwielbieniem. Wyjęty z wanny po kąpieli? Atutu! Nie da się gdzieś wejść? Atutu!
Kolejną nowość stanowi "pipapom". Tak, oczywiście, chodzi o pomidora. Naturalnie, że pomidor.
Wizytacja
Na weekend przyjechała I. Oj, sporo się działo. Wraz z Dzidzią chodzili dokoła leżącego na podłodze parasola, "śpiewając" wariację na temat "Chodzi lisek", albo dzwonił goryl zamówić banany... Właśnie. Goryl. Dzidzia przyniósł I telefon, stwierdzając, że to do niej. I licho podkusiło jak zwykle, wygłosiła zatem monolog do goryla:
- Halo? Kto mówi? Goryl? Banany mamy kupić? Ile? TONĘ?? Ok, załatwione.
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" (gdzie "nołu" to nowopoznane słowo oznaczające "znowu"), I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla"....
Tu przerwę relację. Żeby relacja była wierna, należałoby powtórzyć powyższe jeszcze przez około trzy godziny...
Weekend minął, I pojechała, Dzidzia był niepocieszony. Gdy wróciłem z pracy i głodny zasiadłem do stołu zadzwonił... tak, goryl. Banany chciał. Wykręciłem się mówiąc, że nie mogę odebrać, bo jem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - zaproponowałem.
Dzidzia porozmawiał, odłożył słuchawkę, nacisnął guzik na telefonie, telefon zadzwonił, Dzidzia zawołał "Goyl! Nołu!. Natrętny ten goryl... Wiedziałem, co się święci, więc twardo się wykręcałem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - powtórzyłem z pokerową miną.
- Nie, Ito je - wykręcił się przeczuwający co się święci Dzidzia i pobiegł sprawdzić, czy na jego talerzyku nie zostało coś z obiadu.
A ponieważ obiadek jadł ostatnio niechętnie, nawet ucieszyłem się, że goryl dzwonił. Całe szczęście, że wybrałem dobrą wymówkę.
- Halo? Kto mówi? Goryl? Banany mamy kupić? Ile? TONĘ?? Ok, załatwione.
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" (gdzie "nołu" to nowopoznane słowo oznaczające "znowu"), I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla".
Następnie "rozłączała się", Dzidzia naciskał guzik na telefonie, telefon dzwonił, Dzidzia wołał "I! Goyl! Nołu!" , I powtórnie wygłaszała "monolog do goryla"....
Tu przerwę relację. Żeby relacja była wierna, należałoby powtórzyć powyższe jeszcze przez około trzy godziny...
Weekend minął, I pojechała, Dzidzia był niepocieszony. Gdy wróciłem z pracy i głodny zasiadłem do stołu zadzwonił... tak, goryl. Banany chciał. Wykręciłem się mówiąc, że nie mogę odebrać, bo jem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - zaproponowałem.
Dzidzia porozmawiał, odłożył słuchawkę, nacisnął guzik na telefonie, telefon zadzwonił, Dzidzia zawołał "Goyl! Nołu!. Natrętny ten goryl... Wiedziałem, co się święci, więc twardo się wykręcałem.
- Tata je, ty odbierz i porozmawiaj z gorylem - powtórzyłem z pokerową miną.
- Nie, Ito je - wykręcił się przeczuwający co się święci Dzidzia i pobiegł sprawdzić, czy na jego talerzyku nie zostało coś z obiadu.
A ponieważ obiadek jadł ostatnio niechętnie, nawet ucieszyłem się, że goryl dzwonił. Całe szczęście, że wybrałem dobrą wymówkę.
wtorek, 9 marca 2010
Tuning laptopa
Dziś laptop został pozbawiony spacji. Pisanie stało się nagle bardzo skomplikowane...
Miał rację wieszcz, pisząc: "Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił..."
Miał rację wieszcz, pisząc: "Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił..."
Postęp w medycynie
Rozwój medycyny jest iście imponujący. Dziś zostałem przebadany z wykorzystaniem kolejnych zdobyczy techniki - Dodo Dzidzia zbadał mi gardło łyżeczką.
poniedziałek, 8 marca 2010
Poranna kawa
Słowo wstępu: Lubię kawę. Pijam ją ze smakiem, ciesząc się tym i celebrując. Dzidzia to podchwycił i wielokrotnie domaga się "kawy" i popija ze swojego kubeczka (wodę lub herbatkę) razem ze mną mówiąc z zachwytem "Kała pycha!".
Pewnego dnia, o zupełnie niechrześcijańskiej porze (między piątą a szóstą rano) usłyszałem słaby, zachrypnięty straszliwie głos:
- Taachrto, chrkała...
Pewnego dnia, o zupełnie niechrześcijańskiej porze (między piątą a szóstą rano) usłyszałem słaby, zachrypnięty straszliwie głos:
- Taachrto, chrkała...
Trudności z zasypianiem
Kłopoty z zasypianiem są u nas rodzinne. Dziś Dzidzia zażądał:
- Dzidzia tu, Dzidzia [ciamk-ciamk], Dzidzia nie a-a-a.
Co w wolnym tłumaczeniu znaczyło, że Dzidzia będzie siedział na sofie, pił mleczko (charakterystyczny odgłos to właśnie oznacza) na siedząco i nie ma zamiaru kłaść się spać. Ok, nie ma problemu, poszedłem przygotować mleczko.
Dzidzia wydudlił całą flaszkę i zameldował dalsze luzy na magazynie, więc przygotowałem jeszcze pół flaszki. Wypił i to, po czym postanowił do mnie podejść i się przytulić. Posiedział u mnie na kolanach chwilę i jednak zdecydował się na powrót na sofę, zaliczając po drodze glebę.
- Słaniasz się już? - spytałem.
- Ta...
- Idziemy spać?
- Ta... - potwierdził ponownie. Zatem wziąłem Dzidzię na ręce, żeby zapobiec kolejnym wzlotom i upadkom (chociaż to nie wzloty mnie tak martwiły) i zaniosłem do pokoju. Dzidzia wszedł do łóżeczka, zdjął buciki układając je równiusieńko przed łóżeczkiem i położył się.
Po około minucie usłyszałem słaby głosik:
- Ito nie a-a-a.
Postanowiłem zignorować. Po następnej minucie padło stanowcze:
- Tato, Ito nie a-a-a!
Zerknąłem kątem oka. Dzidzia siedział w łóżeczku. Postanowiłem zignorować.
Po następnej minucie Dzidzia spał.
- Dzidzia tu, Dzidzia [ciamk-ciamk], Dzidzia nie a-a-a.
Co w wolnym tłumaczeniu znaczyło, że Dzidzia będzie siedział na sofie, pił mleczko (charakterystyczny odgłos to właśnie oznacza) na siedząco i nie ma zamiaru kłaść się spać. Ok, nie ma problemu, poszedłem przygotować mleczko.
Dzidzia wydudlił całą flaszkę i zameldował dalsze luzy na magazynie, więc przygotowałem jeszcze pół flaszki. Wypił i to, po czym postanowił do mnie podejść i się przytulić. Posiedział u mnie na kolanach chwilę i jednak zdecydował się na powrót na sofę, zaliczając po drodze glebę.
- Słaniasz się już? - spytałem.
- Ta...
- Idziemy spać?
- Ta... - potwierdził ponownie. Zatem wziąłem Dzidzię na ręce, żeby zapobiec kolejnym wzlotom i upadkom (chociaż to nie wzloty mnie tak martwiły) i zaniosłem do pokoju. Dzidzia wszedł do łóżeczka, zdjął buciki układając je równiusieńko przed łóżeczkiem i położył się.
Po około minucie usłyszałem słaby głosik:
- Ito nie a-a-a.
Postanowiłem zignorować. Po następnej minucie padło stanowcze:
- Tato, Ito nie a-a-a!
Zerknąłem kątem oka. Dzidzia siedział w łóżeczku. Postanowiłem zignorować.
Po następnej minucie Dzidzia spał.
Siapo!
- Siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!"
- Co on powiedział? - popatrzyłem na Mamusię.
- Nie mam pojęcia... - odpowiedziała równie zdezorientowana Mamusia.
- Co powiedziałeś? - zapytaliśmy chórem.
- Siapo! - wykrzyknął siedzący na schodach Dzidzia, niczym sławne "Eureka!"
- CO?!
- Siapo! - wykrzyknął nie zrażając się tępotą rodzicieli siedzący na schodach Dzidzia. Nadal odkrywczo, niczym sławne "Eureka!"
Olśniło mnie!
- Światło?
- Ta. Siapo!
- Gdzie jest światło? - spytałem, żeby się dowiedzieć co też tak Dzidzię natchnęło.
- Tam! - odparł Dzidzia pokazując na lampę w przedpokoju. Lampę, która była tam od... dawna. I bynajmniej nie była włączona. Postanowiłem wyrazić wątpliwości.
- Nie ma światła. Lampa nie jest włączona.
Dzidzia mylnie odczytał to jako zachętę do włączenia lampy, co uczynił niezwłocznie.
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Co on powiedział? - popatrzyłem na Mamusię.
- Nie mam pojęcia... - odpowiedziała równie zdezorientowana Mamusia.
- Co powiedziałeś? - zapytaliśmy chórem.
- Siapo! - wykrzyknął siedzący na schodach Dzidzia, niczym sławne "Eureka!"
- CO?!
- Siapo! - wykrzyknął nie zrażając się tępotą rodzicieli siedzący na schodach Dzidzia. Nadal odkrywczo, niczym sławne "Eureka!"
Olśniło mnie!
- Światło?
- Ta. Siapo!
- Gdzie jest światło? - spytałem, żeby się dowiedzieć co też tak Dzidzię natchnęło.
- Tam! - odparł Dzidzia pokazując na lampę w przedpokoju. Lampę, która była tam od... dawna. I bynajmniej nie była włączona. Postanowiłem wyrazić wątpliwości.
- Nie ma światła. Lampa nie jest włączona.
Dzidzia mylnie odczytał to jako zachętę do włączenia lampy, co uczynił niezwłocznie.
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
- Ta, siapo! - wykrzyknął Dzidzia, niczym sławne "Eureka!" i zgasił lampę.
- Niea, siapo. - oznajmił Dzidzia.
...
Skojarzenia
Opowiadałem I o tym, jak Dzidzia wspominał ją trzymając kabel od żelazka. Padło pytanie "A I papeń?", na które odpowiedziałem, że tak, I ma zamontować kabel. W odpowiedzi usłyszałem "Dzidzia papeń upi, Dzidza da." - Oj... to Mamusia nie będzie zadowolona - usłyszałem w słuchawce głos I.
- Dlaczego? - zupełnie nie zrozumiałem do której części mojej opowieści odnosi się to stwierdzenie.
- No... jak upitoli ten kabel od żelazka... - wyjaśniła I.
- "Dzidzia (K)UPI", a nie "Dzidzia UPI(TOLI)"!!!
Strach pomyśleć, czego to jeszcze I nauczy Dzidzię...
- Dlaczego? - zupełnie nie zrozumiałem do której części mojej opowieści odnosi się to stwierdzenie.
- No... jak upitoli ten kabel od żelazka... - wyjaśniła I.
- "Dzidzia (K)UPI", a nie "Dzidzia UPI(TOLI)"!!!
Strach pomyśleć, czego to jeszcze I nauczy Dzidzię...
niedziela, 7 marca 2010
Gramy w piłkę?
- Gramy w piłkę?
- Ta.
Pamiętając o wcześniejszych lądowaniach plackiem na podłodze poprosiłem:
- To przynieś kapcie, bo się będziesz ślizgał...
- O-je-ja!... Kacie nie!... - przerwał mi niecierpliwie Dzidzia.
Sądziłem, że dopiero nastolatki uważają wszystko za zrzędzenie...
- Ta.
Pamiętając o wcześniejszych lądowaniach plackiem na podłodze poprosiłem:
- To przynieś kapcie, bo się będziesz ślizgał...
- O-je-ja!... Kacie nie!... - przerwał mi niecierpliwie Dzidzia.
Sądziłem, że dopiero nastolatki uważają wszystko za zrzędzenie...
Łowiecki
Łu-bu-du!! Dzidzia biegając po podłodze w samych rajstopkach poślizgnął się i wylądował z łoskotem. Zanosiło się na koniec świata, sięgnąłem więc po pierwszy z brzegu, stary jak świat sposób na odwrócenie uwagi.
- I co? Jest zając?
Dzidzia zdezorientowany pytaniem, które całkiem nie pasowało do sytuacji zapomniał płakać.
- Złapałeś zająca?
- Nie.
- Tak się rzuciłeś i nie złapałeś? - wyraziłem ubolewanie, że takie poświęcenie poszło na marne. Ale Dzidzia postanowił się nie zrażać:
- Kaka bam? - zaproponował powtórkę z rzucania się na glebę.
I tak na przemian rzucaliśmy się po podłodze wyłapując całą populację zajęcy. Teraz jeszcze muszę przygotować jakąś wiarygodną odpowiedź dla Mamusi, która pewnie się będzie dopytywać jak wróci ze szkoły, dlaczego Dzidzia ma całe kolana posiniaczone... I co powiem? Że żeby nie płakał po tym, jak się przewrócił, to przewracał się jeszcze pięćdziesiąt razy?
- I co? Jest zając?
Dzidzia zdezorientowany pytaniem, które całkiem nie pasowało do sytuacji zapomniał płakać.
- Złapałeś zająca?
- Nie.
- Tak się rzuciłeś i nie złapałeś? - wyraziłem ubolewanie, że takie poświęcenie poszło na marne. Ale Dzidzia postanowił się nie zrażać:
- Kaka bam? - zaproponował powtórkę z rzucania się na glebę.
I tak na przemian rzucaliśmy się po podłodze wyłapując całą populację zajęcy. Teraz jeszcze muszę przygotować jakąś wiarygodną odpowiedź dla Mamusi, która pewnie się będzie dopytywać jak wróci ze szkoły, dlaczego Dzidzia ma całe kolana posiniaczone... I co powiem? Że żeby nie płakał po tym, jak się przewrócił, to przewracał się jeszcze pięćdziesiąt razy?
Poprawność
- Gacie! - krzyknął Dzidzia na widok przygotowanych do ubrania ciuszków.
- To są "majtki", nie "gacie" - próbuje dbać o poprawność Mamusia, naprawiając szkody wyrządzone przez lekkomyślną I - "Gacie" to brzydko. Mówi się "majtki".
- Gacie be-be - konkluduje nieco dwuznacznie Dzidzia. Na co Mamusia sprecyzowała:
- Nie, nie są "be-be". To są czyste gacie...
- To są "majtki", nie "gacie" - próbuje dbać o poprawność Mamusia, naprawiając szkody wyrządzone przez lekkomyślną I - "Gacie" to brzydko. Mówi się "majtki".
- Gacie be-be - konkluduje nieco dwuznacznie Dzidzia. Na co Mamusia sprecyzowała:
- Nie, nie są "be-be". To są czyste gacie...
piątek, 5 marca 2010
Dodo, to niekoniecznie ptak
Bawiąc się z Dzidzią wylądowałem na podłodze. W pewnym momencie Dzidzia stwierdził, że trzeba mnie zbadać. Musiałem usiąść i Dzidzia niby-stetoskopem (nie miał nic w rękach) osłuchał mi plecy. Następnie kazał mi się położyć i podobnie osłuchał klatkę piersiową.
Okazało się, że trzeba przeprowadzić dodatkowe badania specjalistycznym sprzętem. Dzidzia udał się do kuchni po łyżeczkę, podciągnął mi koszulkę i osłuchał mnie ponownie. Zimna łyżeczka to już praktycznie jak prawdziwy stetoskop.
Po kompleksowych badaniach diagnoza i terapia: koniecznie syropek. Dzidzia poszedł do laboratorium (sofa), przygotował miksturę i zaaplikował mi, powtarzając całą procedurę dwukrotnie.
- Będziesz lekarzem, panem Doktorem? - zapytałem niczym namolna ciotka.
- Dzidzia Pam Dodo, ta. - padła deklaracja.
Okazało się, że trzeba przeprowadzić dodatkowe badania specjalistycznym sprzętem. Dzidzia udał się do kuchni po łyżeczkę, podciągnął mi koszulkę i osłuchał mnie ponownie. Zimna łyżeczka to już praktycznie jak prawdziwy stetoskop.
Po kompleksowych badaniach diagnoza i terapia: koniecznie syropek. Dzidzia poszedł do laboratorium (sofa), przygotował miksturę i zaaplikował mi, powtarzając całą procedurę dwukrotnie.
- Będziesz lekarzem, panem Doktorem? - zapytałem niczym namolna ciotka.
- Dzidzia Pam Dodo, ta. - padła deklaracja.
Ubieranie się
Zeszliśmy na dół, gdzie Mamusia przygotowała Dzidzi ubranie. Dzidzia sam zdejmuje piżamkę i oświadcza:
- Dzidzia to, Dzidzia gacie.
Wystarczyła chwila, raz tylko I palnęła "gacie" przy Dzidzi...
- Dzidzia to, Dzidzia gacie.
Wystarczyła chwila, raz tylko I palnęła "gacie" przy Dzidzi...
środa, 3 marca 2010
Płatki śniadaniowe
Jakiś czas temu Dzidzia spróbował płatków kukurydzianych. Dzidzie lubią płatki kukurydziane! Później Mamusia kupiła "Cookie Crisp", które również przypadły Dzidzi do gustu.
Pewnego dnia wracam z pracy i słyszę serdeczne powitanie "Bobi Tata! Dzidzia TO!". Dzidzia wcina Cookie Crisp. Zapytałem, czy dobre.
- Obe! Dzidzia Tati to! - padła odpowiedź, po czym Dzidzia udał się do kuchni, wyciągnął drugą miseczkę i przesypał kilka cookiesów stwierdzając:
- To Tati, to mniam!
Słodziak.
Pewnego dnia wracam z pracy i słyszę serdeczne powitanie "Bobi Tata! Dzidzia TO!". Dzidzia wcina Cookie Crisp. Zapytałem, czy dobre.
- Obe! Dzidzia Tati to! - padła odpowiedź, po czym Dzidzia udał się do kuchni, wyciągnął drugą miseczkę i przesypał kilka cookiesów stwierdzając:
- To Tati, to mniam!
Słodziak.
Dziea
Wybraliśmy się z Dzidzią na spacer do wieży. W zasadzie masztu antenowego, ale... no coż, Mamusi na myśl najpierw przyszła "wieża", natychmiast ochrzczona "dziea" i tak już zostało.
Próbowaliśmy później to nieco skorygować i przekonać Dzidzię, że (wbrew wcześniejszym zeznaniom) jest to "antena". Nie przeszło. Pokazywaliśmy telefon z antenką i tłumaczyliśmy, że "to antena - i to antena". Od tego czasu telefon ma wieżę....
Próbowaliśmy później to nieco skorygować i przekonać Dzidzię, że (wbrew wcześniejszym zeznaniom) jest to "antena". Nie przeszło. Pokazywaliśmy telefon z antenką i tłumaczyliśmy, że "to antena - i to antena". Od tego czasu telefon ma wieżę....
Pan Prezydent powiedział
Próbowałem wczoraj wysłuchać konferencji prasowej Pana Prezydenta. I dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy:
- Pan Prezydent potrafi przytaczać z pamięci liczby
- Pan Prezydent wie, co to są "dane szacunkowe"
- Nie wiem jakich rozmówców ma Pan Prezydent na co dzień, ale dla pewności wyjaśnił, że "dane szacunkowe" są niedokładne i dlaczego tak się dzieje, chociaż
- Pan Prezydent nie do końca wie dlaczego "dane szacunkowe" są niedokładne i myli skutek z przyczyną (twierdząc, że "dane szacunkowe" dotyczące "szarej strefy" nie są dokładne, bo gdyby były, to można by tę "szarą strefę" zlikwidować)
- z resztą Pan Prezydent i tek nie potrzebuje "danych szacunkowych". Najpierw przytoczył, że "szarą strefę" szacuje się na 15-30% PKB, ale Pan Prezydent skłania się ku 15%. Mam tylko nadzieję, że nikt nie przeprowadzał tego całego szacowania specjalnie dla Pana Prezydenta, tylko przy jakiejś innej okazji. I mam nadzieję, że to się jeszcze komuś przyda i praca nie pójdzie na marne...
Niestety, kolejnych rzeczowych wypowiedzi Pana Prezydenta nie wysłuchałem, wybierając film...
- Pan Prezydent potrafi przytaczać z pamięci liczby
- Pan Prezydent wie, co to są "dane szacunkowe"
- Nie wiem jakich rozmówców ma Pan Prezydent na co dzień, ale dla pewności wyjaśnił, że "dane szacunkowe" są niedokładne i dlaczego tak się dzieje, chociaż
- Pan Prezydent nie do końca wie dlaczego "dane szacunkowe" są niedokładne i myli skutek z przyczyną (twierdząc, że "dane szacunkowe" dotyczące "szarej strefy" nie są dokładne, bo gdyby były, to można by tę "szarą strefę" zlikwidować)
- z resztą Pan Prezydent i tek nie potrzebuje "danych szacunkowych". Najpierw przytoczył, że "szarą strefę" szacuje się na 15-30% PKB, ale Pan Prezydent skłania się ku 15%. Mam tylko nadzieję, że nikt nie przeprowadzał tego całego szacowania specjalnie dla Pana Prezydenta, tylko przy jakiejś innej okazji. I mam nadzieję, że to się jeszcze komuś przyda i praca nie pójdzie na marne...
Niestety, kolejnych rzeczowych wypowiedzi Pana Prezydenta nie wysłuchałem, wybierając film...
poniedziałek, 22 lutego 2010
Ryba
Dzidzia nauczył się mówić "ryba". Brzmi to mniej-więcej "biba". Nie, nie nauczył się tego z okazji "śledzika"...
Iiiiiiiba...
- Co zrobiłeś?! Nasikałeś na Tatusia fotel?! - Mamusia się zdenerwowała.
- Iiiiiiba nieeeee... - dał o sobie znać optymizm Dzidzi.
- Iiiiiiba nieeeee... - dał o sobie znać optymizm Dzidzi.
niedziela, 21 lutego 2010
Pendrive
Dzidzia bawił się wczoraj moim pendrivem. Sam pendrive tkwił wetknięty do portu USB, ale nie mogłem znaleźć zatyczki... Gdzie też Dzidzia mógł ją rzucić... Rozejrzałem się zaglądając pod wszystko w promieniu metra od kompa, popatrzyłem na stoliczku - nic. Trudno, trzeba spisać na straty, nie będę życia marnował na poszukiwania.
Gdy Dzidzia się obudził, postanowiłem (nie licząc na jakiekolwiek sukcesy) spróbować jeszcze jednego. Pytam zatem Dzidzię pokazując pendriva:
- Bawiłeś się wczoraj moim pendrivem, tak?
- Cio? - zapytał Dzidzia jeszcze średnio przytomny po obudzeniu się.
- Bawiłeś się wczoraj moim pendrivem - powtarzam niezrażony - Gdzie jest zatyczka?
- Tu! - powiedział Dzidzia, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem i pobiegł do swoich zabawek. Podniósł pokrywkę garnuszka i spomiędzy różnych drobiazgów wyciąga zatyczkę od pendriva.
Gdy Dzidzia się obudził, postanowiłem (nie licząc na jakiekolwiek sukcesy) spróbować jeszcze jednego. Pytam zatem Dzidzię pokazując pendriva:
- Bawiłeś się wczoraj moim pendrivem, tak?
- Cio? - zapytał Dzidzia jeszcze średnio przytomny po obudzeniu się.
- Bawiłeś się wczoraj moim pendrivem - powtarzam niezrażony - Gdzie jest zatyczka?
- Tu! - powiedział Dzidzia, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem i pobiegł do swoich zabawek. Podniósł pokrywkę garnuszka i spomiędzy różnych drobiazgów wyciąga zatyczkę od pendriva.
Pobudka
Postanowiłem nieco później wybrać się do pracy. Ponieważ Dzidzia jeszcze spał, poszliśmy razem na śniadanie. Po jakimś czasie usłyszeliśmy płacz. Mama czym prędzej pobiegła do góry zażegnać koniec świata. Płacz ucięło niczym nożem, a Dzidzia rzeczowo wyjaśnia:
- Mamy niea gujy. Dzidzia łe-łe-łe.
- Mamy niea gujy. Dzidzia łe-łe-łe.
Niea kogo!
Dzidzia jest bardzo uprzejmy. Kiedyś, poproszony o wyrzucenie czegoś do śmieci, grzecznie udał się do kuchni, otworzył szafkę pod zlewem, wrzucił papierek, zamknął szafkę i zrobił "papa!". Po namyśle otworzył szafkę jeszcze raz, zrobił "papa!" tak, żeby papierek mógł widzieć, zamknął szafkę i zadowolony wrócił do zabawy.
Ale czy konieczny jest chociaż papierek do robienia "papa!"?
Jednym z szatańskich pomysłów I było nauczenie Dzidzi "Nie ma nikogo". Dziś wychodząc z łazienki, Dzidzia jak zawsze zgasił światło, a przed zamknięciem drzwi dorzucił jeszcze:
- Tam niea kogo, papa!
Ale czy konieczny jest chociaż papierek do robienia "papa!"?
Jednym z szatańskich pomysłów I było nauczenie Dzidzi "Nie ma nikogo". Dziś wychodząc z łazienki, Dzidzia jak zawsze zgasił światło, a przed zamknięciem drzwi dorzucił jeszcze:
- Tam niea kogo, papa!
Śniadanie wirtualne
I postanowiła przestać żyć jak zwierzę (czyli bez internetu). Ale nic pochopnie. Zanim wreszcie po dwóch kwartałach wybierania oferty (jednej i tej samej, bo wyboru nie ma - jakby był wybór, to by dopiero był dramat) zdecydowała się na nią, postanowiła przynieść do domu modem łączący się przez sieć komórkową.
(Jakość jest niezła, ale do kablowego naturalnie jeszcze daleko. Ale o tym za chwilę.)
Głównym argumentem stało się wypróbowanie połączenia wideo z Dzidzią. Kamerka internetowa najwyraźniej była jeszcze al-dente i dopiero po dwóch miesiącach leżakowania dojrzała i została wreszcie podłączona. Pierwsze próby kończyły się powodzeniem częściowym, tj. był głos, ale obrazu niestety nie. Wystarczyło jednak, aby Dzidzia się zainteresował i oświadczył "I tu!" pokazując na laptopa.
Czekając aż I upora się z trudnościami, Dzidzia objął moje ręce, żebym niczego nie dotykał i kazał czekać, bo "I tu!". Trwało to kilka dobrych minut, które Dzidzia zniósł o wiele bardziej cierpliwie, niż ja....
Po jakimś czasie ku powszechnej radości się udało. Dzidzia pogadał z I, I cała uhahana, prawie pełen sukces. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze stabilnego i szybkiego połączenia, żeby dźwięk i obraz nie zrywały się co chwila. Zażądałem, żeby I załatwiła wreszcie kabel, bo ten komórkowy internet średnio dawał radę.
- Pabel! - podchwycił Dzidzia, po czym pożegnaliśmy się (było pa-pa itp) i zakończyliśmy rozmowę ogłaszając sukces.
A to dopiero początek opowieści, która (jak mniemam) będzie miała jeszcze sporo odcinków....
Po mniej-więcej godzinie Dzidzia zażądał stanowczo połączenia z I. Długo i usilnie tłumaczyliśmy, że najpierw I musi kupić kabel. Nie dało się. No to wyjaśniliśmy, że I już śpi i nie da rady. Zbliżała się już północ i chcieliśmy Dzidzię też już na spanie namówić...
7 rano....
Po obskakaniu nas i po buziakach na powitanie Dzidzia zażądał połączenia z I. Jakiś czas zwlekaliśmy humanitarnie. Ale Dzidzia nalegał. Bez specjalnego przypominania o głównym problemie Dzidzia na chwilę zniknął i wrócił ciągnąc kabel od odkurzacza oświadczająć:
- I pabel!
W sumie, dobijała dziewiąta - koniec. W końcu to nie my zaczęliśmy. Telefon do I. Zacharczało, zachrypiało, coś chrząknęło.
- Cieszę się, że już nie śpisz! - powitałem I poznawszy ją po... głosie?
- Taa?... - zazgrzytało z drugiej strony.
Szybciutko wyjaśniłem, że "I tu!" i to na-ten-tychmiast i po chwili (którą Dzidzia spędził siedząc nieruchomo i wpatrując się w laptopa) było połączenie z I. Dzidzia zadowolony rozmawiał, przez ten czas przygotowaliśmy śniadanie, I miała za swoje. Podaliśmy do stołu, Dzidzia zjadł wszyściutko. Parówkę, paprykę, zagryzając precelkiem. Cały czas rozmawiając ze spoglądającą na niego z ekranu I. W ten sposób zjedliśmy pierwsze wspólne, wirtualne śniadanie. Tylko I jakoś tak więcej mówiła, niż jadła...
(Jakość jest niezła, ale do kablowego naturalnie jeszcze daleko. Ale o tym za chwilę.)
Głównym argumentem stało się wypróbowanie połączenia wideo z Dzidzią. Kamerka internetowa najwyraźniej była jeszcze al-dente i dopiero po dwóch miesiącach leżakowania dojrzała i została wreszcie podłączona. Pierwsze próby kończyły się powodzeniem częściowym, tj. był głos, ale obrazu niestety nie. Wystarczyło jednak, aby Dzidzia się zainteresował i oświadczył "I tu!" pokazując na laptopa.
Czekając aż I upora się z trudnościami, Dzidzia objął moje ręce, żebym niczego nie dotykał i kazał czekać, bo "I tu!". Trwało to kilka dobrych minut, które Dzidzia zniósł o wiele bardziej cierpliwie, niż ja....
Po jakimś czasie ku powszechnej radości się udało. Dzidzia pogadał z I, I cała uhahana, prawie pełen sukces. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze stabilnego i szybkiego połączenia, żeby dźwięk i obraz nie zrywały się co chwila. Zażądałem, żeby I załatwiła wreszcie kabel, bo ten komórkowy internet średnio dawał radę.
- Pabel! - podchwycił Dzidzia, po czym pożegnaliśmy się (było pa-pa itp) i zakończyliśmy rozmowę ogłaszając sukces.
A to dopiero początek opowieści, która (jak mniemam) będzie miała jeszcze sporo odcinków....
Po mniej-więcej godzinie Dzidzia zażądał stanowczo połączenia z I. Długo i usilnie tłumaczyliśmy, że najpierw I musi kupić kabel. Nie dało się. No to wyjaśniliśmy, że I już śpi i nie da rady. Zbliżała się już północ i chcieliśmy Dzidzię też już na spanie namówić...
7 rano....
Po obskakaniu nas i po buziakach na powitanie Dzidzia zażądał połączenia z I. Jakiś czas zwlekaliśmy humanitarnie. Ale Dzidzia nalegał. Bez specjalnego przypominania o głównym problemie Dzidzia na chwilę zniknął i wrócił ciągnąc kabel od odkurzacza oświadczająć:
- I pabel!
W sumie, dobijała dziewiąta - koniec. W końcu to nie my zaczęliśmy. Telefon do I. Zacharczało, zachrypiało, coś chrząknęło.
- Cieszę się, że już nie śpisz! - powitałem I poznawszy ją po... głosie?
- Taa?... - zazgrzytało z drugiej strony.
Szybciutko wyjaśniłem, że "I tu!" i to na-ten-tychmiast i po chwili (którą Dzidzia spędził siedząc nieruchomo i wpatrując się w laptopa) było połączenie z I. Dzidzia zadowolony rozmawiał, przez ten czas przygotowaliśmy śniadanie, I miała za swoje. Podaliśmy do stołu, Dzidzia zjadł wszyściutko. Parówkę, paprykę, zagryzając precelkiem. Cały czas rozmawiając ze spoglądającą na niego z ekranu I. W ten sposób zjedliśmy pierwsze wspólne, wirtualne śniadanie. Tylko I jakoś tak więcej mówiła, niż jadła...
sobota, 20 lutego 2010
Skąd wzięła się kura?
Nie, nie chodzi o to, co było pierwsze. Dzidzia się przekomarzał ze mną i podawał mi nie to, o co prosiłem.
- To! - powiedział Dzidzia z przekorą.
- Nie, akurat to nie - odparłem.
- Kua - spróbował powtórzyć nowe słowo Dzidzia.
- Akurat - powtórzyłem.
- Kua - powtórzył pewniej Dzidzia.
- Kura?
- Kua, nio - przytaknął.
Hmm... Postanowiłem się upewnić, że się dobrze rozumiemy.
- Jak robi kura?
- Ko, ko, ko - odparł Dzidzia patrząc na mnie z lekkim politowaniem, że o takie rzeczy pytam.
No proszę... A myślicie, że jak sto pięćdziesiąt tysięcy razy prosiliśmy "Powiedz kura!", to chociaż raz odpowiedział inaczej niż "Ko-ko!"? Akurat.
- To! - powiedział Dzidzia z przekorą.
- Nie, akurat to nie - odparłem.
- Kua - spróbował powtórzyć nowe słowo Dzidzia.
- Akurat - powtórzyłem.
- Kua - powtórzył pewniej Dzidzia.
- Kura?
- Kua, nio - przytaknął.
Hmm... Postanowiłem się upewnić, że się dobrze rozumiemy.
- Jak robi kura?
- Ko, ko, ko - odparł Dzidzia patrząc na mnie z lekkim politowaniem, że o takie rzeczy pytam.
No proszę... A myślicie, że jak sto pięćdziesiąt tysięcy razy prosiliśmy "Powiedz kura!", to chociaż raz odpowiedział inaczej niż "Ko-ko!"? Akurat.
piątek, 19 lutego 2010
Dzidzia nie
Dzidzia nadal najczęściej mówi o sobie "Dzidzia". Zapytany o imię odpowiada już "Ito", ale nie przestawił się jeszcze. Jak zwróci się mu uwagę, to chętnie się poprawia. I wychodzi różnie, na przykład:
- Dzidzia osim niam! - powiedział Dzidzia prosząc o czekoladkę.
- Dzidzia nie - zwróciłem mu uwagę.
- Ito osim niam Dzidzi!
- Dzidzia osim niam! - powiedział Dzidzia prosząc o czekoladkę.
- Dzidzia nie - zwróciłem mu uwagę.
- Ito osim niam Dzidzi!
Full-service
Leżałem na podłodze bawiąc się z Dzidzią. W pewnym momencie Dzidzia zainteresował się raczącą się babką Mamusią. Mamusia poczęstowała Dzidzię babką, o czym Dzidzia niezwłocznie mnie zawiadomił.
- Dzidzia to!
- Co masz? - spytałem
- Niam!
- To ja też idę się poczęstować.
- Nie! - zaprotestował Dzidzia - Dzidzia Tati!
Dzidzia zaoferował załatwienie poczęstunku tak, żebym nie musiał się ruszać z miejsca. Aby upewnić się, że jestem przygotowany odpowiednio, pochylił się nade mną i zdecydowanym ruchem ręki zmusił do otwarcia ust, po czym zakazał mi zamykania ich. Następnie udał się do Mamusi po kawałek babki. Mało się nie przewrócił, bo cały czas się oglądał sprawdzając, czy aby dzioba nie ośmieliłem się zamknąć. Wyposażony w babkę wrócił, zaserwował mi i ponownie zdecydowanym ruchem kłapnął dziobem. Moim, oczywiście.
- Tata buzi! - oświadczył zadowolony na wypadek, gdybym nie zauważył.
Pokiwałem głową i podziękowałem. Potem już tylko czekała mnie kontrola, czy wszystko z buzi zjadłem. Przecież nie można dopuścić, żeby wysiłek poszedł na marne.
- Dzidzia to!
- Co masz? - spytałem
- Niam!
- To ja też idę się poczęstować.
- Nie! - zaprotestował Dzidzia - Dzidzia Tati!
Dzidzia zaoferował załatwienie poczęstunku tak, żebym nie musiał się ruszać z miejsca. Aby upewnić się, że jestem przygotowany odpowiednio, pochylił się nade mną i zdecydowanym ruchem ręki zmusił do otwarcia ust, po czym zakazał mi zamykania ich. Następnie udał się do Mamusi po kawałek babki. Mało się nie przewrócił, bo cały czas się oglądał sprawdzając, czy aby dzioba nie ośmieliłem się zamknąć. Wyposażony w babkę wrócił, zaserwował mi i ponownie zdecydowanym ruchem kłapnął dziobem. Moim, oczywiście.
- Tata buzi! - oświadczył zadowolony na wypadek, gdybym nie zauważył.
Pokiwałem głową i podziękowałem. Potem już tylko czekała mnie kontrola, czy wszystko z buzi zjadłem. Przecież nie można dopuścić, żeby wysiłek poszedł na marne.
Rozstanie
Po pobycie u Babci przyszedł czas powrotu do domu. Babcia jak zwykle rozżalona:
- Jedziesz? Babcia będzie płakać....
- Baba! Nie ła-ła-ła, Dzidzia bum-bum tu! - odpowiedział Dzidzia karcąc Babcię za rozklejanie się. Nie becz, przecież znowu przyjadę.
- Jedziesz? Babcia będzie płakać....
- Baba! Nie ła-ła-ła, Dzidzia bum-bum tu! - odpowiedział Dzidzia karcąc Babcię za rozklejanie się. Nie becz, przecież znowu przyjadę.
Na poczcie
Spacer z Mamą. Wybierają się na pocztę, żeby wysłać polecony. Mama tłumaczy:
- Idziemy na pocztę, żeby wysłać...
- Mejla! - kończy oczywistą rzecz zniecierpliwiony Dzidzia. Będą mu tu takie rzeczy jak dziecku tłumaczyć...
I jak ja mu wytłumaczę co oznaczają słowa "ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie"...
- Idziemy na pocztę, żeby wysłać...
- Mejla! - kończy oczywistą rzecz zniecierpliwiony Dzidzia. Będą mu tu takie rzeczy jak dziecku tłumaczyć...
I jak ja mu wytłumaczę co oznaczają słowa "ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie"...
poniedziałek, 15 lutego 2010
wtorek, 9 lutego 2010
Grzeszne przyjemności
Trafiłem na ciekawą informację.
(http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7541265,Reklama_piwa_z_Adamkiem_trafi_do_prokuratury.html)
Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad działalnością Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Generalnie nie podoba mi się sytuacja, w której "specjalnie powołana agencja" ma myśleć za mnie. Ba, nie tylko myśleć: ma wiedzieć lepiej. Tymczasem okazuje się, że oprócz "wiedzenia lepiej", Państwowa Agencja postanowiła mi naurągać. Pretekstem była reklama piwa z Tomaszem Adamkiem. Reklama, na którą zapewne w ogóle nie zwróciłbym uwagi, gdyby nie szef PARPA, który tym samym nadał sprawie rozgłos i działa (moim skromnym zdaniem) wbrew celom instytucji, której przewodzi.
"- Reklama piwa nie może kojarzyć się z sukcesem życiowym i zawodowym ani ze sprawnością fizyczną. Jeśli Tomasz Adamek to nie jest sprawność fizyczna, to co? Intelekt? Mister Polonia? - zżyma się szef PARPA."
Z powyższego wnioskuję, że gdyby Tomasz Adamek kojarzył się z intelektem, to reklamować piwo mógłby z błogosławieństwem PARPA. Bo intelekt, jak wynika z przytoczonej wypowiedzi, nijak nie kojarzy się z sukcesem życiowym. To raczej porażka: zostać intelektualistą. Myślicielem - a fe! Wykształciuchy!
(http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7541265,Reklama_piwa_z_Adamkiem_trafi_do_prokuratury.html)
Już od jakiegoś czasu zastanawiałem się nad działalnością Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Generalnie nie podoba mi się sytuacja, w której "specjalnie powołana agencja" ma myśleć za mnie. Ba, nie tylko myśleć: ma wiedzieć lepiej. Tymczasem okazuje się, że oprócz "wiedzenia lepiej", Państwowa Agencja postanowiła mi naurągać. Pretekstem była reklama piwa z Tomaszem Adamkiem. Reklama, na którą zapewne w ogóle nie zwróciłbym uwagi, gdyby nie szef PARPA, który tym samym nadał sprawie rozgłos i działa (moim skromnym zdaniem) wbrew celom instytucji, której przewodzi.
"- Reklama piwa nie może kojarzyć się z sukcesem życiowym i zawodowym ani ze sprawnością fizyczną. Jeśli Tomasz Adamek to nie jest sprawność fizyczna, to co? Intelekt? Mister Polonia? - zżyma się szef PARPA."
Z powyższego wnioskuję, że gdyby Tomasz Adamek kojarzył się z intelektem, to reklamować piwo mógłby z błogosławieństwem PARPA. Bo intelekt, jak wynika z przytoczonej wypowiedzi, nijak nie kojarzy się z sukcesem życiowym. To raczej porażka: zostać intelektualistą. Myślicielem - a fe! Wykształciuchy!
poniedziałek, 8 lutego 2010
Podziękuj Premierowi
Niniejszym to czynię: dziękuję. Jak wspomniałem, zaproszenie blogerów do dyskusji stało się dla mnie pretekstem do założenia bloga. Może trochę za późno - Dzidzia ma ok. 2,5 roku i można było przez ten czas wiele rzeczy spisać, ale podobno lepiej późno, niż wcale.
A wracając do dyskusji z Panem Premierem, który mimo wszystko nie czuje się przekonany do tego, że tworzenie Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych jest czymś złym. Po kilku przemyśleniach zebrałem kilka argumentów, które na potrzeby ewentualnych przyszłych dyskusji pozwolę sobie tu wynotować:
Zobaczymy. Ja tymczasem jeszcze raz dziękuję Premierowi. Zmobilizował mnie.
A wracając do dyskusji z Panem Premierem, który mimo wszystko nie czuje się przekonany do tego, że tworzenie Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych jest czymś złym. Po kilku przemyśleniach zebrałem kilka argumentów, które na potrzeby ewentualnych przyszłych dyskusji pozwolę sobie tu wynotować:
- Koszty. Pomimo zapisu, że wdrożenie RSiUN będzie tanie, koszty mogą okazać się dość znaczne. (W ogóle rozbawiło mnie takie podejście: brak analizy, tylko zapis, że będzie tanio. To może od razu wprowadźmy zapis, że to jeszcze będzie dochód przynosić?) Konieczne jest wprowadzenie filtrowania całego ruchu w internecie przez jakąś listę. Czyli każdy provider kopiuje sobie taką listę i cały ruch sieciowy przez nią filtruje. Analizowane będzie wszystko, co każdy przesyła. Przy prędkościach rzędu 1-2 Mb/s per użytkownik razy ilość internautów (których podobno jest już ponad 13 milionów - http://www.internetstats.pl/index.php/baza-wskaznikow/liczba-internautow/) daje teoretyczną liczbę 13-26 terabitów przesyłanych w ciągu sekundy. Teoretycznie, bo założyłem, że wszyscy na raz wykorzystują łącza maksymalnie. Ale przyjąłem 1-2 megabitów, a w ofertach providerzy kuszą nawet 120 Mb/s... Ale przy moich założeniach daje to ok. 1,5 do 3 terabajtów na sekundę. Czyli (jeśli się nie pomyliłem) na przykład ok. 600 płyt DVD na sekundę! A jeśli się pomyliłem, to niewiele - ilość użytkowników i danych rośnie z dnia na dzień. Także przeanalizowania wymagać będą olbrzymie ilości danych, nawet jeśli mowa tylko o nagłówkach pakietów.
- Bezpieczeństwo. Tworzymy w jednym miejscu spis wszystkich blokowanych stron. Nic prostszego dla złośliwców, tylko zmodyfikować (w sposób nieautoryzowany) jeden spis, w jednym miejscu w sieci, aby sparaliżować połączenia internetowe w całym kraju. Żadnego WWW, żadnych rozmów przez Skypa, brak połączeń VOIP, brak dostępu do pieniędzy przez konta internetowe, itp... Oczywiście, cały RSiUN powinien być bezpieczny i odporny na włamania. A Pentagon nie był zabezpieczony? A Nasa nie była? A strona prezydenta nie była? Były. Ale okazało się, że ktoś dał radę. A że tu nie da rady, bo tu będzie "lepiej"? Po pierwsze: nie da się. Nie da się tak zabezpieczyć, żeby włamanie było niemożliwe. Ale można zapewne wpompować tu masę forsy w sprzęt, ludzi i co tam jeszcze. Armia fachowców od bezpieczeństwa, systemy, kamery, ochroniarze i cuda-wianki. Ale tu wracamy to punku 1 - koszty. Przecież miało być tanio... Najlepszym zabezpieczeniem, absolutnie uniemożliwiającym włamanie się i pogrzebanie w takim rejestrze będzie nietworzenie go. Zwłaszcza w czasach, kiedy ataki internetowe i terrorystyczne są na porządku dziennym.
- Dublowanie prawa. Skoro propagowanie treści takich-a-takich jest zakazane i grożą za to sankcje i kary, to należy karać. Zgoda. Skoro mamy mechanizmy prawne pozwalające na postawienie zarzutów i ukaranie łamiących prawo, to czemu jeszcze je dublować i wprowadzać zakaz rzeczy zakazanych? Że szybciej? Że łatwiej będzie wpisać do RSiUNu? To oznacza, że trzeba zreformować i poprawić istniejące mechanizmy, a nie dodawać jakieś protezy.
- Nie da się... Jakiego nie ustawić płotu, to zawsze znajdzie się odpowiednio długa drabina. A to jakieś anonymizery, a to jakieś proxy, cache, czy VPN od dostawcy do serwera w innym kraju, z którego wszystko będzie dostępne. Oczywiście, jak się już znajdzie obejście, to będziemy jakoś system łatać. I ten nasz płot będzie wyższy i wystarczający do czasu, aż się znajdzie dłuższa drabina. W tym wyścigu "eksperci urzędowi" kontra "reszta świata" przegrać mogą tylko...obywatele. Bo za to wszystko będą musieli zapłacić. A miało być tanio...
Zobaczymy. Ja tymczasem jeszcze raz dziękuję Premierowi. Zmobilizował mnie.
Forget-me-not
Babcia wybrała się z Dzidzią na saneczki. Dzidzia uwielbia saneczki - ba, każdy uwielbia. Po niedługim spacerku okazało się, że Dzidzia nie siedzi już na saneczkach. Ponieważ spadło mu się było, został kilka metrów z tyłu. Lądowanie było zdaje się dość miękkie, bo nie skończyło się wyciem. Do czasu, gdy Babcia spostrzegła pewne braki w obciążeniu, Dzidzia zdążył się już nieco pozbierać, wstać i stojąc na środku zgłosić reklamacje: "BABA! A Dzidzia?!"
Bo bloga trzeba mieć
Jak się okazuje - bloga trzeba mieć. Pan Premier był uprzejmy zaprosić do dyskusji na temat wolności nikogo innego, tylko blogerów właśnie. A nuż kiedyś będą kolejne konsultacje społeczne (czyt. blogerskie?)? Zatem się przełamałem.
A skoro blog już jest, to powinien być o czymś. I tu, z przekory, (żeby nie przyznać się do braku pomysłów) będzie o niczym. Czyli o wszystkim. W ramach testu sprawdzę jak się blog do rozmaitych notatek nadaje. A czasem będzie o ekonomii i polityce. "Czasami człowiek musi, inaczej się udusi" - a na blogu nikomu nie powinno przeszkadzać.
A czasami będzie gdzie zanotować sceny z życia Dzidzi.
A skoro blog już jest, to powinien być o czymś. I tu, z przekory, (żeby nie przyznać się do braku pomysłów) będzie o niczym. Czyli o wszystkim. W ramach testu sprawdzę jak się blog do rozmaitych notatek nadaje. A czasem będzie o ekonomii i polityce. "Czasami człowiek musi, inaczej się udusi" - a na blogu nikomu nie powinno przeszkadzać.
A czasami będzie gdzie zanotować sceny z życia Dzidzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)