Łu-bu-du!! Dzidzia biegając po podłodze w samych rajstopkach poślizgnął się i wylądował z łoskotem. Zanosiło się na koniec świata, sięgnąłem więc po pierwszy z brzegu, stary jak świat sposób na odwrócenie uwagi.
- I co? Jest zając?
Dzidzia zdezorientowany pytaniem, które całkiem nie pasowało do sytuacji zapomniał płakać.
- Złapałeś zająca?
- Nie.
- Tak się rzuciłeś i nie złapałeś? - wyraziłem ubolewanie, że takie poświęcenie poszło na marne. Ale Dzidzia postanowił się nie zrażać:
- Kaka bam? - zaproponował powtórkę z rzucania się na glebę.
I tak na przemian rzucaliśmy się po podłodze wyłapując całą populację zajęcy. Teraz jeszcze muszę przygotować jakąś wiarygodną odpowiedź dla Mamusi, która pewnie się będzie dopytywać jak wróci ze szkoły, dlaczego Dzidzia ma całe kolana posiniaczone... I co powiem? Że żeby nie płakał po tym, jak się przewrócił, to przewracał się jeszcze pięćdziesiąt razy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz