Kłopoty z zasypianiem są u nas rodzinne. Dziś Dzidzia zażądał:
- Dzidzia tu, Dzidzia [ciamk-ciamk], Dzidzia nie a-a-a.
Co w wolnym tłumaczeniu znaczyło, że Dzidzia będzie siedział na sofie, pił mleczko (charakterystyczny odgłos to właśnie oznacza) na siedząco i nie ma zamiaru kłaść się spać. Ok, nie ma problemu, poszedłem przygotować mleczko.
Dzidzia wydudlił całą flaszkę i zameldował dalsze luzy na magazynie, więc przygotowałem jeszcze pół flaszki. Wypił i to, po czym postanowił do mnie podejść i się przytulić. Posiedział u mnie na kolanach chwilę i jednak zdecydował się na powrót na sofę, zaliczając po drodze glebę.
- Słaniasz się już? - spytałem.
- Ta...
- Idziemy spać?
- Ta... - potwierdził ponownie. Zatem wziąłem Dzidzię na ręce, żeby zapobiec kolejnym wzlotom i upadkom (chociaż to nie wzloty mnie tak martwiły) i zaniosłem do pokoju. Dzidzia wszedł do łóżeczka, zdjął buciki układając je równiusieńko przed łóżeczkiem i położył się.
Po około minucie usłyszałem słaby głosik:
- Ito nie a-a-a.
Postanowiłem zignorować. Po następnej minucie padło stanowcze:
- Tato, Ito nie a-a-a!
Zerknąłem kątem oka. Dzidzia siedział w łóżeczku. Postanowiłem zignorować.
Po następnej minucie Dzidzia spał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz