niedziela, 21 lutego 2010

Pobudka

Postanowiłem nieco później wybrać się do pracy. Ponieważ Dzidzia jeszcze spał, poszliśmy razem na śniadanie. Po jakimś czasie usłyszeliśmy płacz. Mama czym prędzej pobiegła do góry zażegnać koniec świata. Płacz ucięło niczym nożem, a Dzidzia rzeczowo wyjaśnia:
- Mamy niea gujy. Dzidzia łe-łe-łe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz