A wracając do dyskusji z Panem Premierem, który mimo wszystko nie czuje się przekonany do tego, że tworzenie Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych jest czymś złym. Po kilku przemyśleniach zebrałem kilka argumentów, które na potrzeby ewentualnych przyszłych dyskusji pozwolę sobie tu wynotować:
- Koszty. Pomimo zapisu, że wdrożenie RSiUN będzie tanie, koszty mogą okazać się dość znaczne. (W ogóle rozbawiło mnie takie podejście: brak analizy, tylko zapis, że będzie tanio. To może od razu wprowadźmy zapis, że to jeszcze będzie dochód przynosić?) Konieczne jest wprowadzenie filtrowania całego ruchu w internecie przez jakąś listę. Czyli każdy provider kopiuje sobie taką listę i cały ruch sieciowy przez nią filtruje. Analizowane będzie wszystko, co każdy przesyła. Przy prędkościach rzędu 1-2 Mb/s per użytkownik razy ilość internautów (których podobno jest już ponad 13 milionów - http://www.internetstats.pl/index.php/baza-wskaznikow/liczba-internautow/) daje teoretyczną liczbę 13-26 terabitów przesyłanych w ciągu sekundy. Teoretycznie, bo założyłem, że wszyscy na raz wykorzystują łącza maksymalnie. Ale przyjąłem 1-2 megabitów, a w ofertach providerzy kuszą nawet 120 Mb/s... Ale przy moich założeniach daje to ok. 1,5 do 3 terabajtów na sekundę. Czyli (jeśli się nie pomyliłem) na przykład ok. 600 płyt DVD na sekundę! A jeśli się pomyliłem, to niewiele - ilość użytkowników i danych rośnie z dnia na dzień. Także przeanalizowania wymagać będą olbrzymie ilości danych, nawet jeśli mowa tylko o nagłówkach pakietów.
- Bezpieczeństwo. Tworzymy w jednym miejscu spis wszystkich blokowanych stron. Nic prostszego dla złośliwców, tylko zmodyfikować (w sposób nieautoryzowany) jeden spis, w jednym miejscu w sieci, aby sparaliżować połączenia internetowe w całym kraju. Żadnego WWW, żadnych rozmów przez Skypa, brak połączeń VOIP, brak dostępu do pieniędzy przez konta internetowe, itp... Oczywiście, cały RSiUN powinien być bezpieczny i odporny na włamania. A Pentagon nie był zabezpieczony? A Nasa nie była? A strona prezydenta nie była? Były. Ale okazało się, że ktoś dał radę. A że tu nie da rady, bo tu będzie "lepiej"? Po pierwsze: nie da się. Nie da się tak zabezpieczyć, żeby włamanie było niemożliwe. Ale można zapewne wpompować tu masę forsy w sprzęt, ludzi i co tam jeszcze. Armia fachowców od bezpieczeństwa, systemy, kamery, ochroniarze i cuda-wianki. Ale tu wracamy to punku 1 - koszty. Przecież miało być tanio... Najlepszym zabezpieczeniem, absolutnie uniemożliwiającym włamanie się i pogrzebanie w takim rejestrze będzie nietworzenie go. Zwłaszcza w czasach, kiedy ataki internetowe i terrorystyczne są na porządku dziennym.
- Dublowanie prawa. Skoro propagowanie treści takich-a-takich jest zakazane i grożą za to sankcje i kary, to należy karać. Zgoda. Skoro mamy mechanizmy prawne pozwalające na postawienie zarzutów i ukaranie łamiących prawo, to czemu jeszcze je dublować i wprowadzać zakaz rzeczy zakazanych? Że szybciej? Że łatwiej będzie wpisać do RSiUNu? To oznacza, że trzeba zreformować i poprawić istniejące mechanizmy, a nie dodawać jakieś protezy.
- Nie da się... Jakiego nie ustawić płotu, to zawsze znajdzie się odpowiednio długa drabina. A to jakieś anonymizery, a to jakieś proxy, cache, czy VPN od dostawcy do serwera w innym kraju, z którego wszystko będzie dostępne. Oczywiście, jak się już znajdzie obejście, to będziemy jakoś system łatać. I ten nasz płot będzie wyższy i wystarczający do czasu, aż się znajdzie dłuższa drabina. W tym wyścigu "eksperci urzędowi" kontra "reszta świata" przegrać mogą tylko...obywatele. Bo za to wszystko będą musieli zapłacić. A miało być tanio...
Zobaczymy. Ja tymczasem jeszcze raz dziękuję Premierowi. Zmobilizował mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz